Operowe ABC, część 2

9 lutego 2021

W dziejach opery znajdziemy całe mnóstwo opowieści, historyjek, faktów, ciekawostek i anegdot. Prezentujemy drugą część naszego operowego leksykonu z zupełnie nieobiektywnym ich wyborem. Świetna lektura na czas trwającego właśnie Festiwalu Opera Rara!

Libretto
Na operowych afiszach z XVII, a nawet jeszcze z XVIII wieku nazwisko kompozytora umieszczano drobnym drukiem na dole, natomiast na honorowym miejscu widniało nazwisko librecisty. Właśnie tak – chodzi o autorów tych niepojętych historii, w których roi się od piętrowych intryg, nieprawdopodobnych zwrotów akcji, niewiarygodnych przebieranek, dzieci odnalezionych cudem po latach, absurdalnych boskich interwencji i dozgonnych miłości, które można podważyć jedną niemądrą plotką.
Nie bądźmy jednak zbyt surowi – libretto to specyficzna forma literacka i może także przyczynić się do sukcesu całości. Bo czy z taką samą uwagą śledzilibyśmy losy Figara i Don Giovanniego, gdyby libretta Mozartowskich oper wyszły spod pióra kogoś innego niż Lorenzo Da Ponte? Czy nieśmiertelności Carmen (mimo jej śmierci w ostatniej scenie) nie zapewnili pospołu Bizet oraz duet pisarski Ludovic Halévy i Henri Meilhac? Czy wzruszałyby nas losy Toski i Cio-Cio-San, gdyby dla Pucciniego nie opisali ich Giuseppe Giacosa i Luigi Illica?

Metastasio
Absolutny dominator XVIII-wiecznej sceny operowej: stworzył na jej potrzeby blisko 30 librett, a także liczne kantaty, oratoria czy serenaty, które umuzyczniono w sumie ponad 800 razy! Niepodrabialny styl i technika, dramatyzm i psychologiczny zarys postaci sprawiały, że po jego libretta sięgały rzesze kompozytorów, w tym takie sławy opera seria, jak Leonardo Vinci, Nicola Porpora, Antonio Caldara czy Johann Adolph Hasse. Oszałamiająca popularność Metastasia trwała niemal całe XVIII stulecie, przygasła dopiero za sprawą reformy operowej Glucka, rosnącej popularności opera buffa i zmieniających się gustów publiczności. Warto jednak przypomnieć, że po tekst librecisty wszech czasów sięgnął jeszcze w 1791 roku Mozart, pisząc Łaskawość Tytusa.

Metastasio (wł. Pietro Antonio Domenico Trapassi, 1698-1782), źródło: Österreichische Nationalbibliothek, domena publiczna
Metastasio (wł. Pietro Antonio Domenico Trapassi, 1698-1782), źródło: Österreichische Nationalbibliothek, domena publiczna

Mitologia
Towarzyszy operze od samych narodzin: za pierwsze dzieło w historii tego gatunku (zachowane jedynie we fragmentach) uchodzi Dafne Iacopa Periego wystawiona we Florencji podczas karnawału 1597/1598. Historia nimfy umykającej przed zalotami Apollina podana w ten nowy sposób spodobała się słuchaczom, więc dwa lata później Peri dał im Euridice. Potem już poszło z górki… Grecka i rzymska mitologia do dziś pozostają dla kompozytorów i librecistów źródłem inspiracji, by przywołać kilka tylko przykładów z XX i XXI wieku: Elektra, Daphne, Ariadna na Naxos Richarda Straussa, Déjanire Camille’a Saint-Saënsa, Amphion Arthura Honeggera, Oedipus auf Kolonos Wolfganga Michaela Rihma, The Minotaur Harrisona Birtwistle’a czy planowana latami Fedra Krzysztofa Pendereckiego, która już na zawsze pozostanie w sferze niespełnienia.

Iacopo Peri jako postać z intermezza La Pellegrina (1589) na szkicu Bernarda Buontalentiego, domena publiczna
Iacopo Peri jako postać z intermezza La Pellegrina (1589) na szkicu Bernarda Buontalentiego, domena publiczna

Orfeusz
Po prostu musiał stać się jednym z haseł naszej podręcznej operowej encyklopedii. Opowieść o nieszczęśliwym małżonku, który gotów jest wydrzeć ukochaną bogom Hadesu, to jeden z najchętniej umuzycznianych greckich mitów w historii. Wspomnieliśmy już o pionierze Perim i jego Euridice. Od tej samej opowieści rozpoczął sceniczną karierę ojciec opery Claudio Monteverdi (L’Orfeo, 1607). Kolejne 400 lat dało ponad 20 dzieł skupiających się na losach Orfeusza i Eurydyki, w tym genialną interpretację Christopha Willibalda Glucka (1762), ostatnią operę Josepha Haydna (1791), operę konkretną Pierre’a Henry’ego i Pierre’a Schaeffera (1953) oraz kameralną wersję Philipa Glassa (1993). Nie zapominajmy także o operetce Orfeusz w piekle (1858), w której Jacques Offenbach wykorzystał nieśmiertelny mit, by bez litości wykpić paryskie elity, ich dwulicowość i nadużycia u władzy. Gromy oburzenia, które posypały się na kompozytora, długo nie milkły, za to publika waliła drzwiami i oknami. Od ponad 150 lat nie milknie więc także słynna operetka Offenbacha, której przesłanie wciąż pozostaje dojmująco aktualne.

Publiczność
Gdybyśmy zasiedli na widowni w czasach Handla, Mozarta czy Rossiniego, przeżylibyśmy prawdziwy szok – spektakl operowy był wówczas głównie okazją, by spotkać znajomych, pozałatwiać, pokazać się w towarzystwie, wygrać/przegrać w karty małą fortunę, zjeść kolację, poplotkować i poflirtować… Co na to twórcy? Cóż, musieli się dopasować. Ważnych arii nie warto było umieszczać w pierwszym akcie, ponieważ przybycie do teatru na czas uważano w XVIII wieku za brak smaku. Obowiązkowy w operze francuskiej fragment baletowy także musiał znaleźć się przynajmniej w drugim akcie – wcześniej towarzystwo raczyło się kolacją. A że podczas trwania dzieła słuchacze potrzebowali czasem krótkiej przerwy (kupno napojów, wyprawa do toalety), Włosi wymyślili arię di sorbetto: mało istotną dla przebiegu akcji i śpiewaną przez drugoplanową postać. Akurat w sam raz, by na chwilę opuścić widownię bez ryzyka, że coś istotnego nam umknie. Nie do pomyślenia? Ale za to jakie praktyczne!

The Laughing Audience, akwaforta Williama Hogartha, 1733, domena publiczna
The Laughing Audience
, akwaforta Williama Hogartha, 1733, domena publiczna

Rewolucja
Ależ tak! Niejedna opera pod historycznym lub mitologicznym płaszczykiem niosła jej iskrę, nawoływała do budowania barykad, chwycenia za broń, zrzucenia obcej niewoli, obalenia sprawujących władzę, niejedna też doprowadziła do politycznych zawirowań. Wystawienie w Paryżu w 1647 roku L’Orfeo Luigiego Rossiego zakończyło się atakiem na prowłoskie stronnictwo kardynała Mazarina. W wyniku zamieszek dwór i muzycy musieli salwować się ucieczką. Wkrótce potem zaczęła się fronda. W 1830 roku podczas wykonania w brukselskim teatrze La Monnaie opery Niema z Portici Daniela Aubera wybuchły zamieszki – nim spektakl dobiegł końca, na ulicach szalała już rewolucja belgijska, która doprowadziła kraj do niepodległości. Va, pensiero, chóralną pieśń Verdiego z Nabucco (1842), obrali za hymn działacze okresu Risorgimento (walk o zjednoczenie Italii w XIX wieku), widząc w niej metaforę losów swojego kraju pod okupacją austriacką. A Fidelio, jedyna opera Beethovena, której libretto brzmi jak broszura propagandowa rewolucji francuskiej? Czy nadal uważacie, że opera to tylko rozrywka?

Śmierć
Mezzosopranistka Kristen Seikaly na swoim blogu przeanalizowała fabuły 42 najchętniej wystawianych na świecie oper. Według jej badań najczęstszą przyczyną śmierci na scenie jest morderstwo (52%), następnie samobójstwo (24%) i choroba (tylko 17%, ale za to z dwiema słynnymi przedstawicielkami: Violettą z Traviaty i Mimì z Cyganerii). Najpopularniejsze narzędzie zabójcy to nóż lub sztylet, użyte w blisko 60% zbadanych morderstw (giną od niego Carmen, Nedda z Pajaców, Lulu, Maria, ukochana Wozzecka, czy szwarccharakter Toski baron Scarpia).
Często zdarza się, że scena śmierci trwa… i trwa… i trwa. Bohater (prawdę mówiąc, częściej bohaterka) ma bowiem jeszcze mnóstwo do zrobienia: zrelacjonować swoje życie, rozdać błogosławieństwa, wybaczyć wszystkim dookoła, wyznać miłość, wspomnieć rodziców, zdradzić sekrety, rzucić klątwę, uff... Tak żegnają się ze światem m.in. wspomniane Violetta i Mimì, tytułowa Aida u Verdiego czy Gilda w Rigoletcie Pucciniego. Życie (i śmierć) operowej heroiny jest zaiste niełatwe!

Teatr
U swoich bardzo wczesnych początków opera była atrakcją czysto prywatną – prezentowaną dla wąskiego grona w pałacach arystokracji. Szybko jednak uległa demokratyzacji i stała się rozrywką publiczną. San Cassiano, pierwszy teatr operowy dostępny dla wszystkich (których było na to stać), otwarł podwoje w Wenecji w 1637 roku. Najstarszą wciąż działającą sceną jest natomiast założony w 1737 roku Teatro di San Carlo w Neapolu. Cieszył się największym we Włoszech prestiżem, jednak tylko przez 40 lat – do powstania mediolańskiej La Scali, której wymagająca publika do dziś decyduje o być albo nie być śpiewaków i spektakli.
Opowieści o teatrach można snuć bez liku, dla smaku przytoczmy tylko kilka. Praga może się poszczycić jedyną wciąż istniejącą sceną, na której występował Mozart (Stavovské divadlo). W paryskim Palais Garnier z najwyższego piętra balkonów w ogóle nie widać sceny – miejsca te kupowano, by oglądać… innych, na ogół zamożniejszych widzów (i rzucać w nich zgniłymi jajkami i pomidorami, przed budynkiem stały nawet stragany sprzedające ten asortyment). W wiedeńskiej Staatsoper zabrzmiała najdłuższa na świecie owacja: w 1991 roku po wykonaniu tytułowej roli w Otellu Verdiego Plácido Domingo został wywołany z kulis aż 101 razy, a brawa trwały godzinę i 20 minut.

Teatro alla Scala, anonimowa grafika, XIX wiek, domena publiczna
Teatro alla Scala, anonimowa grafika, XIX wiek, domena publiczna

Zachwyt
„Przyjemności i podziwu, jakie zrodziło w duszach słuchaczy to nowe widowisko Dafne, nie da się wyrazić; wystarczy powiedzieć, że wielokrotnie przedstawiane zawsze budziło ten sam zachwyt i tę samą przyjemność”. W ten sposób moment narodzin nowego gatunku, czyli prezentację pionierskiego dzieła Iacopa Periego, relacjonował inny kompozytor Marco da Gagliano. Tak jak opera oczarowała naocznego świadka tamtych wydarzeń sprzed ponad 400 lat, tak nie przestaje nas zachwycać i współcześnie, czy to w karnawale czy poza nim – bo sezon i moda na operę trwają cały rok! (Barbara Skowrońska)

Przeczytaj także pierwszą część naszego operowego leksykonu: http://karnet.krakow.pl/artykul/1093/operowe-abc-czesc-1

udostępnij

Zamknij Nasz strona korzysta z plików cookies w celach statystycznych, marketingowych i promocyjnych. Możesz wyłączyć tą opcję w ustawieniach prywatności swojej przeglądarki.