Ludzie potrzebują opowieści

29 października 2018

O wybieraniu Krakowskich Księgarni Roku, akcji Czytaj PL i spotkaniach z literaturą opowiadają Krzysztof Żwirski i Michał Koza z Działu Literackiego Krakowskiego Biura Festiwalowego.

Obserwujemy rozwój fenomenu wielofunkcyjnych miejsc budujących specyficzną więź z klientem. Jak takim miejscem uczynić księgarnię?

Krzysztof Żwirski: W każdym raporcie o stanie czytelnictwa znajdziemy stwierdzenie, że większość decyzji o wyborze książek zapada w lokalu księgarni. Jeśli w świecie, w którym jesteśmy otoczeni nowymi technologiami i w każdej chwili możemy sprawdzić rynkowe nowości, księgarnia wciąż pozostaje takim miejscem, oznacza to, że chodzi o coś szczególnego.

W samym Lokatorze jest ponad 5000 pozycji, w niedawno otwartej księgarni Karakter na kilkudziesięciu metrach zgromadzono około 2300 tytułów, co pokazuje, jak ogromny jest rynek wydawniczy w Polsce. A to tylko przykłady dobrych adresów, mamy jeszcze Massolit, De Revolutionibus, czyli popularne „De Revo”, mamy wspaniałą Księgarnię Pod Globusem... Dają one szansę zaistnienia także mniejszym wydawnictwom, książkom niszowym czy klasyce, której ciągle brakuje. Co miesiąc w Polsce wychodzi ok. 200 nowości. Dobry księgarz potrafi z tego wybrać coś, co jest naprawdę wartościowe. To jest „okno na świat”, jak mówił w ubiegłym roku na Festiwalu Conrada Jorge Carrión (hiszpański pisarz i eseista – red.), który w Księgarniach pisze o miejscach na świecie, które ukształtowały różne trendy i mody w kulturze.

Często nie jesteśmy świadomi, że w szerokim obiegu promowane i pokazywane są przede wszystkim bestsellery i uznani autorzy. Wybór w księgarniach niezależnych bardzo często jest podyktowany indywidualnym gustem księgarza, a nie tym, co dyktuje rynek. W tym sensie są to centra kultury, a nie sklepy i – patrząc z tej perspektywy – nie widzę dużej różnicy między galerią sztuki a księgarnią.

Dawnymi czasy literaci większość czasu spędzali w kawiarniach: to tam trwały niekończące się dyskusje, powstawały pomysły na nowe powieści i wiersze, często spisywane na serwetkach. W jaki sposób współczesne księgarnie mogą stać się takimi miejscami obcowania z literaturą?

Krzysztof Żwirski: To już się dzieje. Mamy w Krakowie świetny przykład takiego płynnego przejścia pomiędzy jedną funkcją a drugą – Lokator. Kiedyś był bardzo popularnym pubem, później wzbogacił się o funkcję księgarni, gdzie odbywały się wieczory artystyczne i koncerty, działała młoda scena literacka Krakowa. Teraz jako księgarnia wciąż pozostaje miejscem spotkań. Pio (Piotr Kaliński, grafik, założyciel księgarni i wydawnictwa Lokator – red.), który ją prowadzi, podkreśla, że to była symboliczna przemiana, pewien moment w życiu, kiedy zmieniają się priorytety, ale miłość do książek pozostaje. To oczywiście niejedyne takie miejsce w Krakowie i właśnie nasza akcja ma pokazać tę wielość i różnorodność.

Księgarski Znak Jakości – skąd pomysł i, mówiąc kolokwialnie, co daje nagroda Krakowskie Księgarnie Roku?

Krzysztof Żwirski: Chcieliśmy pokazać, jak dużo takich miejsc jest w Krakowie. Co roku w akcji startuje około 30 księgarni i antykwariatów z całego Krakowa, o których mało kto ma na co dzień pojęcie. Dla nich to okazja do zaistnienia, dla nas – do nagrodzenia dobrych praktyk. Przy czym, w odróżnieniu od modeli, na których się wzorowaliśmy, czyli Librairie indépendante de référence we Francji oraz Deutscher Buchhandlungpreis w Niemczech, tutaj wyboru dokonują sami czytelnicy.

Właśnie, jak można głosować?

Krzysztof Żwirski: W księgarniach, które biorą udział w akcji oraz poprzez stronę ksiegarnie.miastoliteratury.pl. Oddajemy głos czytelnikom, by to oni pokazali, do których miejsc warto chodzić. Nie zawiedliśmy się rok temu – zwycięzców było pięciu i były to księgarnie bardzo różnorodne. Osobiście bardzo mnie cieszy, że jedna z nich znajduje się w mojej okolicy: Muza II przy ul. Królewskiej działa od lat 70. ubiegłego wieku i kładzie duży nacisk na różnorodność oferty oraz na umiejętną poradę. Gdyby nie ta akcja, wiele osób nie wiedziałoby, że taka księgarnia w ogóle istnieje.

Jakie miejsca mogą wziąć udział w plebiscycie?

Krzysztof Żwirski: Wbrew pozorom nie jest to łatwe, gdyż księgarnie są bardzo różnorodne. Chcieliśmy przede wszystkim dać głos tym małym i niezależnym. To także okazja do zwrócenia uwagi na takie praktyki, które nie są podyktowane tylko i wyłącznie prawami rynku, ale świadczą o odwadze pokazywania w dzisiejszym świecie tego, co w subiektywnym wyborze księgarza jest naprawdę wartościowe. W tym roku poszerzyliśmy grono o księgarnie muzealne i trochę poluzowaliśmy kryterium „sieciowości”, tak by takie miejsca, które w ubiegłym roku nie mogły wziąć udziału, tym razem zostały zakwalifikowane. Pozostaje to jednak akcja skierowana przede wszystkim do niezależnych, nie sieciowych księgarni. W końcu nie chodzi o wzmacnianie konkurencji między księgarzami, ale raczej o integrowanie środowiska, nagradzanie ciekawych inicjatyw i budowanie środowiskowej jedności w tej branży. Rolą instytucji kultury jest inicjowanie kontaktów; Kraków Miasto Literatury UNESCO dał krakowskim księgarzom platformę do spotkania i rozpoczęcia współpracy.

Kraków wie, jak promować literaturę. Przez cały miesiąc trwa Czytaj PL – świetny, kreatywny pomysł na wspieranie czytelnictwa, który w ubiegłym roku kapitalnie się sprawdził. Przypomnijmy, na czym polega ta akcja.

Michał Koza: Cóż, jej sednem jest oczywiście czytanie – bestsellerów, w całości, za darmo. Każdy, kto zainstaluje aplikację Czytaj PL (w sklepie aplikacji pod nazwą „Woblink”), będzie mógł zeskanować kod QR dający na czas trwania akcji dostęp do 12 e-booków i audiobooków. Plakaty znajdziemy w całej Polsce, zwłaszcza na przystankach, w szkołach czy bibliotekach. A nawet poza granicami kraju, bo w tym roku pomogą nam m.in. zaprzyjaźnione Miasta Literatury UNESCO i wciąż zadziwiający nas pomysłowością czytelnicy. Potrafią zanieść plakaty w najdalsze miejsca – czekamy tylko, do jakich egzotycznych stron tym razem zabiorą bestsellery. Przygotowaliśmy oczywiście mapę, na której zaznaczamy te miejsca, więc użytkownicy aplikacji będą mogli szybko odnaleźć drogę do najbliższego plakatu. Co roku gryzie nas tylko pytanie, jak sprawić, by każdy mógł je odszukać jeszcze bliżej?

Czytaj PL dowodzi też, że książki tradycyjne i elektroniczne nie muszą przeszkadzać sobie nawzajem – to raczej kwestia pokazania nowych dróg do literatury. Ludzie potrzebują opowieści i będą ich szukać, a my chcemy udowodnić, że potrafimy rozbudzić ten apetyt nowoczesnymi środkami, w sposób atrakcyjny dla oka i innych zmysłów, wykorzystując też przyzwyczajenia wiążące się z nowymi mediami. Przecież nie będziemy udawać, że nie korzystamy ze smartfonów, skoro prawie się z nimi nie rozstajemy.

To także świetny sposób, by zachęcać młodzież do czytania. „Upoluj swoją książkę” angażuje do udziału szkoły ponadpodstawowe. Na uczniów czekają darmowe książki oraz konkursy z atrakcyjnymi nagrodami. Cała nadzieja w młodych?

Michał Koza: Tak, ale nie tylko młodych „metrykalnie”, bo jeśli ktoś ma w sobie nadzieję, to znaczy, że jest młody duchem, a zwykle też pełen ciekawości świata i opowieści. W każdym razie nie wyobrażam sobie akcji bez naszych szkolnych ambasadorów, którzy nie tylko sami chcą czytać, ale mają też świetne pomysły, jak zachęcić do tego koleżanki i kolegów. Stąd pomysł na „Upoluj swoją książkę” – akcję w szkołach, która rozwinęła się dzięki Instytutowi Książki. Można dzięki niej zostać takim wędrującym plakatem, bo kody QR skanuje się w tym przypadku z koszulek, których dizajn swoją drogą świetnie się udał. Poza tym, z przyjemnością patrzy się na tę falę naprawdę pomysłowych zdjęć zalewającą Instagram.

Czy i tym razem będziemy się bić o książki:)? Ubiegłoroczny spot reklamujący akcję narobił sporo szumu...

Michał Koza: Zeszłoroczny spot nawiązywał do niezwykle memogennego gatunku bitew w marketach. Skoro ludzie potrafią pokłócić się ze współbliźnimi o karpia, klapki albo telewizory, to dlaczego nie o książki? Przedstawiliśmy taki scenariusz i widzowie bardzo docenili ten pomysł – zwłaszcza dzięki mediom społecznościowym dotarł do prawie trzech milionów Polaków. Spot odbił się też szerokim echem w branży, pojawił się np. w „Teleexpressie”. I nie mówiłbym o tym, gdyby nie pokazywało to, jak wiele energii kryje się w czytaniu, a także jak nieprawdziwy może okazać się smutny refren o niemożliwości przebicia się z tematem książek do świadomości ludzi. Oczywiście, kreatywność to nie wszystko, a za pomysłami musi iść solidna baza materialna i organizacyjna – tych rzeczy wciąż jeszcze brakuje w naszym kraju. Zatem nie rezygnujemy ze spotu. Nasze głowy nie próżnowały i chcemy znowu wszystkich zaskoczyć.

Czas na małe podsumowanie. Podobno Polacy mało czytają. To ile wy przeczytaliście książek w tym roku?

Krzysztof Żwirski: Ja nie liczę:). Myślę, że około 30. Przy czym ja mam takie niesforne praktyki czytelnicze, bo czytam mnóstwo naraz i wiele książek zaczynam, ale ich nie kończę. Jak mnie któraś przekona do siebie, to wtedy czytam w całości. Jednak najważniejsza dla mnie na zawsze pozostanie Czarodziejska góra Tomasza Manna.

Michał Koza: Oho, mam wymienić dokładną liczbę? Niestety, nie jestem w stanie, było ich już sporo i to również czytanych... hmm, z doskoku. Mnóstwo poezji, zwłaszcza w okolicach Festiwalu Miłosza, komiksy (jestem fanem wszelkich odsłon Batmana), a z prozy ostatnio przeczytałem na przykład świetne Psy ras drobnych Olgi Hund wydawnictwa Ha!art. Było wiele filozofii i literaturoznawstwa, bo mój kończony, ale nieznośnie nieskończony doktorat coraz głośniej domaga się uwagi. Moje guilty pleasures to aktualnie Harry Potter, bawię się przy nim świetnie i trudno mi uwierzyć, że od wydania pierwszej części minęło już ponad 20 lat. Chęć na czytanie zaskakuje mnie w najróżniejszych miejscach i formach – bardzo lubię słuchać krótszych i dłuższych tekstów, jak artykuły z Dwutygodnika i Popmoderny, czytane przez elektronicznego lektora w samochodzie. Wirtualność jest dla mnie naturalnym sprzymierzeńcem w odbiorze kultury, w jej tworzeniu zresztą też. I chociaż pracuję „w literaturze”, to wcale nie przekłada się to automatycznie na czas, który mogę spędzić z książką. Chciałbym, żeby było go więcej – a ponieważ tramwaje to mój ulubiony sposób poruszania się po mieście jesienią, to sam skorzystam z książek, które oferuje Czytaj PL. Skanowałbym i nie mogę doczekać się listopada:).

Rozmawiała Barbara Zając

więcej

udostępnij

Zamknij Nasz strona korzysta z plików cookies w celach statystycznych, marketingowych i promocyjnych. Możesz wyłączyć tą opcję w ustawieniach prywatności swojej przeglądarki.