To jest moje życie

6 lipca 2016

Z Magdą Brudzińską rozmawia Grzegorz Słącz

Co to właściwie jest Colorovanka?
To wydana miesiąc temu płyta Magdy Brudzińskiej. Magda Brudzińska to ja. Zaczęło się od Festiwalu Tischnerowskiego w 2011 roku. Gdy okazało się, że możemy sobie pozwolić na zagranie w większym niż zwykle gronie, usiadłam z Bartkiem Szczepańskim i wymyśliliśmy Colorovankę. Zaprosiliśmy do realizacji tego projektu naszych przyjaciół muzyków – zwykle jest nas pięcioro, ale możemy grać nawet w ośmioosobowym składzie. Podstawa to wokal i elektronika, a także akordeon, altówka, klawisze, gitara basowa i perkusja – to jest projekt barwny i eklektyczny. Muzyka klezmerska tak, ale także serbska, macedońska, polska… Colorovanka to jest melanż tego wszystkiego, co znajduję i uwielbiam na Kazimierzu: te wszystkie style, barwy, gatunki.

To trochę odbicie Pani życia z muzyką.
Jestem w pełni wyedukowanym i czynnym zawodowo muzykiem klasycznym, altowiolistką. Znam wszystkie kawały o altówkach i blondynkach. Ale też od zawsze śpiewałam – ponoć zanim jeszcze zaczęłam mówić… Na różnych etapach życia muzyka była dla mnie – obok klasyki, poezji śpiewanej, bluesa i jazzu – także heavy metalem, doom metalem, thrash rockiem i punkiem. Tu, na Kazimierzu, mam swój zespół Quartet Klezmer Trio: tradycyjny, akustyczny skład – akordeon, kontrabas, altówka i głos. Gramy zgodnie z nazwą muzykę aszkenazyjską, bo ta muzyka, język jidysz i Kazimierz są w moim życiu bardzo obecne. Ale tak naprawdę to przecież wkładam w to granie wszystko, co lubię – i poezję, i jazz…

Co tak naprawdę znaczy dzisiaj „muzyka klezmerska”?
Trudno jest wytłumaczyć ludziom, że prawdziwych klezmerów już nie ma – poza Leopoldem Kozłowskim, zresztą moim nauczycielem jidysz. Nasze częste kłótnie… On: jak ty to śpiewasz? Dlaczego jakiś jazz tam śpiewasz? Masz to śpiewać tak! – a ja na to: Maestro, tylko pan tak może, bo tylko pan jest prawdziwym klezmerem. I w pana wykonaniu to jest szczere. To jest dla mnie muzyka ważna i ja gram ją tak, jak klezmer grać powinien, czyli…

Z sercem?
Tak! Mit Harc un mit neszome!

Skąd wzięło się to Pani zamiłowanie do Kazimierza?
To jest moje miejsce – od kiedy lata temu przyjechałam do Krakowa. To tutaj można znaleźć małe galeryjki i sklepiki z dobrym rękodziełem, kluby z muzyką undergroundową, ale też death-metal, jazz, szanty, muzykę klezmerską – dobrą i złą, można i potańczyć do muzyki latynoskiej. Ten eklektyzm „twórczo-życiowy”, przemieszanie wielu rzeczy – to wszystko było dla mnie mocną inspiracją do stworzenia płyty. Odbiciem tego jest chociażby łączenie instrumentów akustycznych i elektroniki. Przy czym ja jestem bardziej od tych akustycznych, a Bartek Szczepański – z którym znamy się od studiów – od elektroniki. No i oczywiście to on jest autorem aranżacji. To przez niego na Colorovance zagrałam na altówce całą orkiestrę .

I jeszcze te Bałkany…
Już w połowie lat 90. na Kazimierzu wszyscy grali Ajde Jano. Skąd się to wzięło? Pewnie trzeba by zapytać chłopaków z Kroke (śmiech). A mnie chodzi o rytm – na 5, na 7, na 9 i na 11, o to, że to się „inaczej buja”. Jestem muzykiem, to jest moje życie, i tak jak kocham Brahmsa, Brucha, Szostakowicza i Bacha, tak samo uwielbiam etno, folk, muzykę korzeni, to, co tkwi głęboko w nas wszystkich.

udostępnij

Zamknij Nasz strona korzysta z plików cookies w celach statystycznych, marketingowych i promocyjnych. Możesz wyłączyć tą opcję w ustawieniach prywatności swojej przeglądarki.