Zrób to inaczej

7 grudnia 2020

Czas pandemii to nowe problemy – ale i nowe rozwiązania. O tworzeniu koncertów online opowiadają organizatorzy i artyści związani z festiwalem Sacrum Profanum.

Kiedy w marcu Polskę ogarnęła pierwsza fala zachorowań na koronawirusa, świat kultury musiał zmierzyć się z bezprecedensową sytuacją. „W środowisko wkradło się poczucie beznadziei. Wydarzenia były odwoływane z dnia na dzień” – wspomina Aleksandra Gołaj, instrumentalistka NFM Filharmonii Wrocławskiej, która na Sacrum Profanum wystąpiła w programach Performed Lecture i Formy żeńskie. „Kwestia finansowa to jedna rzecz, ale koncerty były przecież poprzedzone miesiącami przygotowań” – zauważa.

Zdjęcie główne:
Rejestracja koncertu Muzyka i sport, Sacrum Profanum 2020, fot. Joanna Gałuszka

Pustkę trzeba było czymś wypełnić. Wiele zespołów i instytucji zaczęło próbować swoich sił w sieci. Koncerty online nie są czymś nowym – streaming towarzyszy największym festiwalom od wielu lat, dotychczas był jednak traktowany jako dodatek. Wobec zamkniętych drzwi klubów i sal koncertowych stał się dla wielu artystów jedyną szansą na dotarcie do odbiorców. Przed strategicznym dylematem stanęli również organizatorzy wydarzeń muzycznych planowanych z wielomiesięcznym (a nawet wieloletnim!) wyprzedzeniem. Zespół festiwalu Sacrum Profanum już wiosną podjął decyzję o przeniesieniu jesiennej imprezy do sieci.

Gubię zasięg

„Uznaliśmy, że tylko wersja online da nam możliwość przeprowadzenia festiwalu w przypadku drugiej fali zachorowań” – relacjonuje Marta Fudali, menadżerka festiwalu z Działu Muzycznego KBF. Organizatorzy szybko podjęli również decyzję o oddaniu tegorocznej edycji w ręce polskich twórców, tłumacząc ją względami bezpieczeństwa i logistyką, ale też poczuciem solidarności. „Wiedzieliśmy, że taka edycja da realne wsparcie muzykom, którzy zostali postawieni w trudnej sytuacji – nie mogli koncertować, nie mogli nagrywać i zdawało się, że wszyscy o nich zapomnieli” – dodaje menadżerka.

I faktycznie, po ogłoszeniu festiwalu w wersji online do organizatorów zaczęli się zgłaszać artyści, którzy zamierzali dostosować swoje bieżące projekty do nowych realiów. „Okazało się, że Sacrum Profanum może być platformą do prezentacji tych materiałów. Artyści zamiast zamieszczać je na swoich profilach, mogli przedstawić je w ramach festiwalu – to zupełnie inne zasięgi i inna ranga” – podkreśla nasza rozmówczyni.

Dotarcie do słuchaczy było jednym z priorytetów. Zarówno artyści, jak i organizatorzy szybko bowiem zauważyli, że koncerty online nie wyzwalają w widzach takich emocji jak występy na żywo, a w przestrzeni cyfrowej wiele z nich ginie w natłoku informacji, nie tylko muzycznych. „Zakładaliśmy, że jeśli nic się nie zmieni, to jesienią nikt już nie będzie chciał oglądać klasycznych streamów” – mówi Fudali. Po zapewnieniu zasięgów kolejnym wyzwaniem było więc przygotowanie treści, które wzbudzą zainteresowanie odbiorców.


Rejestracja koncertu Kompozycja paragrafowa, Sacrum Profanum 2020, fot. Joanna Gałuszka

Za długie, nie słucham

Koncerty w cyfrowym wydaniu Sacrum Profanum zostały skrócone w stosunku do dotychczasowych wydarzeń stacjonarnych. „Nie chcemy zmęczyć odbiorcy gapieniem się w ekran” – mówi wprost Marta Fudali. „Uczestnictwo w koncercie na żywo to święto, misterium. Nie chodzi wyłącznie o muzykę, ale o wszystko, co się dzieje dookoła. W domu każdy ma inną sytuację” – zauważa. Podobnego zdania jest Aleksandra Gołaj: „Znacznie dłużej koncentruję się, więcej wyłapuję, będąc na koncercie, niż oglądając go na YouTubie”. Organizatorzy postanowili więc, że festiwalowe propozycje nie będą trwać dłużej niż godzinę, podkreślając, że chcą dać widzom „poczucie bezpieczeństwa”. „Jeśli nie będzie ci się podobało i uznasz, że to »za dużo«, możesz wyłączyć komputer – nie musisz się przejmować tym, że chcesz wyjść, ale nie wypada” – tłumaczy Fudali. W internecie inaczej rozkładają się też akcenty dramaturgiczne. „Kiedy układasz koncert, myślisz: spokojny początek, zmiana w środku, mocny koniec. Tutaj trzeba utrzymać widza, dlatego mocne rzeczy często daje się na początku” – wyjaśnia Gołaj.

Poszczególne występy uległy skróceniu, ale sam festiwal trwa znacznie dłużej niż zazwyczaj – dziewięć koncertów głównej części rozplanowano na cały listopad. Do tego dochodzą prolog w październiku i epilog w grudniu. Organizatorzy uzasadniają to niespieszne tempo możliwością „wejścia w kontekst”. Muzycznym premierom towarzyszą więc materiały dodatkowe publikowane na przestrzeni całego tygodnia – teksty, podcasty czy wywiady z artystami. „Jeśli mielibyśmy spędzić wieczór za wieczorem, oglądając odarte z intymności koncerty online, nasza publiczność by się zmęczyła. Teraz dajemy dużo czasu, a każdy może wybrać, w czym chce uczestniczyć” – argumentuje Fudali.

Wolność i harówka

Duże pole manewru dała organizatorom podyktowana względami bezpieczeństwa decyzja o realizacji programu bez udziału publiczności. „Mogliśmy wejść w przestrzeń, w której normalnie nie udałoby się zorganizować koncertu: w miejscach, gdzie nie można wpuszczać widzów, albo budynkach oddalonych od centrum miasta” – tłumaczy Fudali.

Niestandardowe lokalizacje rodziły jednak inne problemy natury praktycznej. „Zazwyczaj bazowaliśmy na miejscach przystosowanych do realizacji tego typu wydarzeń. W tym roku musieliśmy dużo kombinować – graliśmy i w pomieszczeniach, które były wypełnione mnóstwem przedmiotów, i w budynkach, w których zastaliśmy gołe ściany. Wymagało to zupełnie innej adaptacji terenu” – opowiada Paweł Fijał z Działu Produkcji KBF. Na znaczeniu zyskał więc proces tzw. preprodukcji.

Równie istotne dla ostatecznego kształtu koncertów było również to, co działo się z materiałami już po ich rejestracji, czyli postprodukcja. Realizatorzy mogli w trakcie montażu wprowadzić efekty, które trudno byłoby uzyskać podczas występów na żywo – nie tylko ze względów technicznych, ale i finansowych. Myli się jednak ten, kto myśli, że wersja online festiwalu automatycznie równa się opcji oszczędnościowej. „To, że nie zapraszamy publiczności i robimy koncert online, nie znaczy, że festiwal kosztuje mniej. Kompozytorzy wciąż tworzą kompozycje, artyści zaś przyjeżdżają do Krakowa. Trzeba im zorganizować próby, zapewnić nocleg, transport, zadbać o obsługę, najem lokalizacji i dodatkowo pamiętać o ekipie realizującej nagrania, której normalnie nie było. Postprodukcja to dodatkowy czas i koszt” – wylicza Fudali.

Realizacji nagrań towarzyszyły inne emocje, odchodził stres związany z „godziną zero”, ale równocześnie pojawiły się nowe wyzwania. „Gdy nie ma publiczności, a artysta nie jest ograniczony do jednego wykonania, jesteśmy w stanie zrealizować materiał w taki sposób, żeby wszyscy byli zadowoleni. To się jednak wiąże z dużo większym nakładem pracy” – podkreśla Fijał. Z jednej strony pracę na planie mogą spowolnić problemy techniczne – z kamerami czy nagłośnieniem. Z drugiej strony mamy do czynienia z… ludzkim dążeniem do perfekcji. „Dochodziło do całkiem sporej liczby dubli, bo nie istniała sztywna granica, po której przekroczeniu trzeba by było porzucić myśl o wprowadzeniu poprawek” – dodaje specjalista ds. produkcji, porównując pracę przy tegorocznym festiwalu do realizacji teledysku czy filmu. „Nagrania trwały bardzo często od rana do wieczora. Zmienialiśmy lokalizację ze względu na obraz albo usytuowanie artystów w przestrzeni, po czym od nowa ustawialiśmy kamery i nagłaśnialiśmy instrumenty” – wspomina z kolei menadżerka.


Rejestracja koncertu Performed Lecture, Sacrum Profanum 2020, fot. Joanna Gałuszka

Podjęli rękawicę

Ta dbałość o szczegóły połączyła organizatorów z kompozytorami i wykonawcami. „Krzysztof Pietraszewski [kurator festiwalu – przyp. red.] wymyśla koncepcję, w głowie układa sobie program, ale jest też zawsze otwarty na propozycje artystów. Oni przychodzą z ideą, a my przeszczepiamy ją na grunt festiwalowy. Podobny dialog wywiązał się i w tym roku, a na dodatek artyści poczuli, że mają dodatkowe możliwości. Realizacja online dała im przestrzeń do improwizacji, pozwoliła puścić wodze fantazji” – ocenia Fudali.

Przykładem takiego dialogu był program Muzyka i sport. Pietraszewski zaprosił do współpracy Dominika Strycharskiego, kompozytora i kickboksera amatora, który w ramach Sacrum Profanum wystąpił z zespołem Kwartludium w… ringu bokserskim. Utwór Box of Boxing był początkowo pisany z myślą o wykonaniu koncertowym, został jednak przystosowany do nowego medium. „Przed samym nagraniem podpowiedziałem realizatorom, żeby występ był kręcony tak, jak się prezentuje sport, a nie koncert filharmoniczny. Ten sposób montażu, łącznie z kolorystyką, pomógł temu utworowi, stworzył nową jakość” – twierdzi Strycharski. Na efekt końcowy złożyły się nie tylko liczne próby poza ringiem i dwa dni zdjęciowe w obiekcie sportowym, ale również sporo dodatkowej pracy. „Musiałem się zastanowić nad planem, filmowaniem, a następnie długo rozmawiałem z ekipą producencką, jak to kręcić i montować” – wylicza twórca i wykonawca, który na swoje barki wziął również miksowanie dźwięku.

Teledysk współczesny

Utwór na kickboksera nie był jedynym zaskoczeniem w programie festiwalu. „Poszczególne koncerty zupełnie się od siebie różniły. Nie były typowymi występami, podczas których nagrywamy siedzących muzyków, tylko swego rodzaju »teledyskami«” – mówi Paweł Fijał. Zapytany o realizację, która szczególnie utkwiła mu w pamięci, wskazuje na koncert Adonis Gamut zarejestrowany w Willi Decjusza: „To był ciekawy pomysł koncepcyjny. Barbara Kinga Majewska wyśpiewywała całe ćwiczenia, a do tego nagrywaliśmy osobno ćwiczącego kulturystę. Artystka poinstruowała go, co ma robić, a z tego zestawienia można odczytać bardzo dużo”.

Marta Fudali wśród wyjątkowych momentów wymienia prolog do części głównej festiwalu – koncert TOVA, na którym flecistka Ania Karpowicz wykonała premierowe utwory czterech młodych kompozytorek. „Pomyślałam sobie, że skoro zaczynamy tak fajnym materiałem, to później może być już tylko lepiej” – mówi. Innym faworytem menadżerki festiwalu był koncert Performed Lecture z udziałem Ensemble Kompopolex. „Nagrania były bardzo trudne, trwały cały dzień w różnych miejscach i nie mówiły absolutnie nic o tym, jak materiał będzie wyglądał ostatecznie. Kiedy wreszcie zobaczyłam efekt końcowy pracy Moniki Dalach i Jacka Sotomskiego z montażystami, pomyślałam: »Wow, to niemożliwe«” – relacjonuje.

Niełatwa w realizacji była też zainspirowana serialem Black Mirror interaktywna Kompozycja paragrafowa. W trakcie koncertu widzowie kierowali losami bohatera głównego: „młodego i dobrze zapowiadającego się kompozytora z Krakowa”, w którego wcielił się rzeczywiście młody i zdecydowanie dobrze się zapowiadający kompozytor z Krakowa Piotr Peszat. Pierwotnie projekt miał być zrealizowany z udziałem publiczności, plany jednak spaliły na panewce ze względu na nadejście drugiej fali pandemii. „Nastręczyło nam to problemów, bo musieliśmy się zastanowić, jak zorganizować głosowanie na PLAY KRAKÓW. Piotr Krochmal [kierownik miejskiej platformy VOD prowadzonej przez KBF – przyp. red.] miał twardy orzech do zgryzienia, musiał testować różne rozwiązania. Na szczęście, koniec końców, wszystko zadziałało” – relacjonuje Fudali.

Podczas Sacrum Profanum nowe oblicze zyskał koncert Formy żeńskie, wykonany wcześniej, z wyjątkiem jednego utworu, na festiwalu Warszawska Jesień, który za sprawą wizualizacji i specyficznego sposobu filmowania odbił w stronę wideoklipu. „Może to zgrzytać – teledysk i muzyka współczesna – ale się sprawdza” – zapewnia Aleksandra Gołaj, która w projekcie zagrała na perkusji.


Rejestracja koncertu Adonis Gamut, Sacrum Profanum 2020, fot. Joanna Gałuszka

Gdzie oni są?

W rozmowach o wersji online często pada określenie „brak ograniczeń”. Zarówno organizatorzy, jak i artyści nie zapominają jednak, że ta wolność ma swoją cenę. „Jedyna rzecz, jakiej mi brakowało, to udział publiczności” – mówi Fudali. „Najlepsze w tej pracy jest obserwowanie widzów, którzy przychodzą na koncert, żywo w nim uczestniczą, biją brawo, dyskutują w foyer” – dodaje.

Podobną refleksją dzielą się artyści. „Brak kontaktu z odbiorcą jest bardzo niedobry. To bardzo zubożające, oddalające od relacji międzyludzkich” – mówi Strycharski. „Granie koncertów bez widowni jest surrealistyczne” – sekunduje mu Gołaj, która porównuje takie występy do prób generalnych. „Brakuje kropki nad i. Wyjście na koncert to jest sytuacja społeczna – podobnie jak wyjście do restauracji wraz z całą otoczką – to nie tylko kwestia muzyki” – dodaje.

Coś innego

Z perspektywy czasu, choć jeszcze niedalekiej, już widać, że decyzja o przeniesieniu festiwalu w całości do internetu była trafiona. Dzięki niej impreza przebiegła bez zakłóceń w listopadowym gąszczu restrykcji i obostrzeń. Zadowoleni są również artyści. „Krzysztof z ekipą Sacrum Profanum zrealizowali wiele projektów, których forma wynikła z czasów i okazała się nowym sposobem prezentacji muzyki i myślenia o muzyce” – ocenia Dominik Strycharski. „Rozmawiam teraz ze znajomymi i wszyscy mówią: »W końcu coś innego!«” – dodaje Aleksandra Gołaj. Jak zauważa, środowisko stawia coraz pewniejsze kroki w nowej rzeczywistości i zaczyna myśleć dwutorowo. „Przy planowaniu koncertów z tyłu głowy pojawiają się pytania: Jak to będziemy nagrywać? Co zrobić, żeby to było interesujące dla widza?”. To ostatnie pytanie cieszy nas szczególnie i pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość.

Warto nadmienić, że efekty pracy artystów nie znikają – wszystkie koncerty tegorocznej edycji festiwalu będą dostępne na platformie PLAY KRAKÓW przez najbliższy rok. (Bartosz Suchecki, „Karnet”)

więcej

udostępnij

Zamknij Nasz strona korzysta z plików cookies w celach statystycznych, marketingowych i promocyjnych. Możesz wyłączyć tą opcję w ustawieniach prywatności swojej przeglądarki.