Sztuka pisania

7 lipca 2020

Nikt nie rodzi się pisarzem. Doświadczenie i wsparcie prowadzących kurs pisania powieści Krakowa Miasta Literatury UNESCO może pomóc początkującym twórcom już na starcie ich literackiej kariery. O zaletach takich zajęć opowiada redaktor Filip Modrzejewski.

Karnet: Czy można nauczyć się pisać lepiej?
Filip Modrzejewski: Tak, zdecydowanie, można się nauczyć lepiej pisać. Zakładam właśnie taką formę samokształcenia, bo nauczyciel nigdy nie zadeklaruje, że odniesie w tej materii sukces. Właśnie po to organizowane są kursy pisania powieści – by ich uczestnikom zaproponować metody pracy, pożyteczne narzędzia i trafne rozwiązania. Słuchacz kursu musi być zdeterminowany, mieć trochę talentu, nieco obycia i napisane pierwsze teksty. A my jesteśmy w stanie nad nimi pracować, indywidualnie i wspólnie. Na kursie ta współpraca jest efektywna, ponieważ autor ma jednocześnie znakomitych odbiorców krytycznych – innych kursantów – czasami nieprofesjonalnych czytelników, podchodzących jednak poważnie do oceniania cudzych prac. Uwagi tych odbiorców i szereg rozmaitych komentarzy są bardzo pouczające dla autora, jeśli tylko słucha czytelników testowych i wyciąga wnioski z rozmowy z nimi.

Wspomniał pan, że pisarz musi mieć talent. Co jednak decyduje o jego sukcesie: zdolności czy ciężka praca?
Trudno powiedzieć, ponieważ te dwie sfery bardzo się ze sobą mieszają. Jednak bez ciężkiej umysłowej i twórczej pracy nic nie wyjdzie, sam talent nie wystarczy. Dlatego stawiam na ciężką pracę. Gdybym był krytykiem literackim, mógłbym pokazać cały szereg młodych i niemłodych twórców, którzy dzięki ciężkiej pracy wyrobili sobie styl, piszą cudownie i świetnie opowiadają historie.

Od czego powinien zacząć początkujący twórca, który chciałby ukończyć i wydać swoją pierwszą książkę?
Jeśli mamy historię do opowiedzenia, to jest to najlepszy punkt wyjścia. Tak było w wypadku amerykańskiej pisarki Deborah Feldman, która chciała podzielić się swoimi doświadczeniami związanymi z opuszczeniem przez nią środowiska ortodoksyjnych Żydów. W książce Unorthodox opowiada o swoim życiu i realiach, które przecież większości z nas są nieznane – i to jest wspaniały materiał na powieść. Najważniejsza jest zatem ta chwila, w której rodzi się pomysł na fabułę. Czasem trudna i nieoczekiwana.
Ciekawe, na warsztatach, które kiedyś prowadziłem, zdarzyła się taka sytuacja, że autor wpadł na pomysł podczas naszych zajęć. Wolno sądzić, że bez grupy, bez tych konkretnych ludzi, którzy wówczas siedzieli z nim przy jednym stole i dyskutowali, bez ich emocji i inicjatywy, ta fabuła przyszłaby do twórcy dużo później, a może autor w ogóle by na nią nie wpadł…

A co z dalszymi wyborami, dotyczącymi języka?
Będą one wynikały z samego zamiaru literackiego. Wówczas przesądzi się, jakiego użyć wehikułu: jaki gatunek, styl i sposób wysłowienia będzie najlepszy. Na tym etapie okazuje się niesłychanie ważne, jakie książki autor przeczytał i jaka w ogóle jest jego erudycja. Pamiętajmy, że literatura piękna, z którą obcujemy, podpowiada, jak coś wyrazić, do czego się odwołać. Zawsze mamy w głowie pewien zbiór tekstów, z którego czerpiemy. Literatura rodzi się z oczytania, a kompetencje literackie wynikają z tego, co nabyliśmy jako czytelnicy.

Co zatem powinni czytać początkujący twórcy?
O tym mógłby powstać obszerny wykład, a nawet osobne zajęcia! Jeśli jednak miałbym odpowiedzieć krótko, to apelowałbym do pisarzy o solidarność grupową, czyli o czytanie siebie nawzajem, warto znać bowiem literaturę młodego/swojego pokolenia, czytać teksty rówieśników, gdyż jest to bardzo pouczające doświadczenie. Oprócz tego trzeba czytać literaturę piękną, wręcz warto ułożyć sobie w głowie jakiś swój porządek i prywatny kanon: mieć ulubione tematy i autorów, a następnie trzymać się swojego wyboru bardzo mocno.

Czy młodzi pisarze powinni też czytać książki z zakresu poprawności językowej?
Nie chciałbym obciążać młodych autorów poradnikami, podręcznikami czy słownikami. Jeśli ktoś chce uczestniczyć w zajęciach z kultury języka, to oczywiście może to zrobić. Można tam nauczyć się wielu przydatnych rzeczy. Nie przeczę. Wydaje mi się jednak, że to nie jest konieczne, bo kwestiami poprawnościowymi zajmują się przecież i redaktor, i korektor. Pisarz wcale nie musi być mistrzem poprawności językowej.

Czy nie powinien być jednak – jak wielu uważa – mistrzem słowa?
Dziś trudności z językiem mają niemal wszyscy. Nasze kłopoty, kłopoty użytkowników polszczyzny, zwiększyły się w momencie, w którym literatura zniknęła z obowiązku szkolnego, na studiach też czyta się niewiele. Zatem nie tylko pisarze, nie tylko publicyści czy nawet tłumacze – wszyscy cierpimy z tego powodu, że polszczyzna nam zubożała. A przecież literatura odgrywa ogromną rolę, jej medium to język.

Jak bardzo redaktor może ingerować w słowa pisarza podczas pracy nad jego tekstem?
Przyjmijmy, że każde dzieło literackie realizuje pewien gatunek. Redaktor, który utwór czyta analitycznie, musi dokładnie sprawdzić, czy dana konwencja została zrealizowana. Jeśli jest to tradycyjna powieść o dojrzewaniu, czyli Bildungsroman, to wówczas trzeba wszystko podporządkować temu gatunkowi, a w tekście nie może się pojawić fragment na przykład w stylu romansowym. Redaktorowi wolno zatem wszystko, jeśli powieść ma realizować dany gatunek, a także jeśli ma ona zachować wewnętrzną logikę, czyli na przykład wiek, wygląd, zawód czy cechy charakteru bohatera powinny się zgadzać – tu nie może być nieścisłości. Można coś skreślić, zmienić epitet, a gdy czegoś brakuje w dialogu – dopisać. Gorzej i trudniej jest w wypadku tekstów, które mieszają poszczególne gatunki; taki synkretyzm nie od dziś się pojawia w literaturze. Od tego jednak jest redaktor, żeby jakoś sobie z tym poradzić, właśnie w ramach określonych konwencji i przy odwołaniu do wewnętrznej logiki tekstu.

A jak to wygląda w praktyce? Czy autorzy chętnie zgadzają się na zmiany wprowadzane przez redaktorów?
Autor ma zwykle jasny zamiar artystyczny i określoną wizję swojej powieści. Jeśli chce zostawić fragment, który nie pasuje do konwencji i fabuły, to redaktor musi poszukać takich argumentów w tekście – albo wręcz je stworzyć – żeby dany ustęp pracował z resztą utworu. Gdy powstaje kontrowersja, trzeba próbować ją rozwiązać. To jest ciężka praca, szczególnie nad fragmentem, do którego twórca się przywiązał, ale da się ją wykonać.

Czy redaktor może pomóc początkującemu pisarzowi wykształcić krytyczne podejście do własnej twórczości?
Tu zakładamy, że redaktor umie zredagować tekst, potrafi rozmawiać z autorem, a przy tym ma kompetencje krytyka literackiego. To trochę za dużo ról jak na jedną osobę. Bycie pierwszym czy drugim czytelnikiem nie oznacza, że jednocześnie nauczymy autora krytycznego myślenia. To może być wręcz niewykonalne. Z autorem można jednak rozmawiać i są to na ogół pasjonujące dyskusje. Niekoniecznie jednak na temat, o którym pani wspomniała.

Jak zatem powinna wyglądać współpraca na linii autor – redaktor?
Możemy pokusić się o zarysowanie dwóch modeli takiej współpracy. Sprzyjałoby jej na pewno, gdyby redaktor znał autora, wiedział o jego planach twórczych, miał świadomość, co jeszcze pisarz trzyma w szufladzie. Albo raz na jakiś czas dyskutowaliby o przyszłej powieści, przy okazji omawiając szkic rozdziału lub fragment tekstu, albo spotkaliby się tylko raz przed rozpoczęciem pisania, by gruntownie porozmawiać o fabule książki. Są tacy autorzy, który preferują pierwszy model pracy, wówczas redaktor jest bardzo krytycznym i zaangażowanym czytelnikiem, ale są też tacy twórcy, który po roku od rozmowy pojawiają się z gotową powieścią – dopiero wtedy można sprawdzić, czy dobrze się ją czyta, a w konsekwencji, czy warto rozpocząć redakcję językową, czy też trzeba tekst cofnąć – jak powiada w swoim żargonie wydawca – i dokonać w nim zmian i przeróbek. Takie są dwa idealne, mocno optymistyczne modele pracy.

Czy są takie błędy językowe, które najczęściej popełniają początkujący autorzy?
Niekiedy pierwsze utwory są gęste od pomysłów i emocji, niepasujących do siebie obrazów, fragmentów pisanych różnymi stylami. Dzięki szybkiej reakcji redaktora, pilnej pracy autora oraz pomocy czytelników, najbliższych, zmuszonych czy zaprzyjaźnionych, wspomnianych złych nawyków można się oduczyć i dzielnie przejść przez ten etap twórczości, by stać się dojrzalszym i bardziej doświadczonym pisarzem.

Co początkującym twórcom może dać kurs pisania powieści?
Jeśli ktoś chce sprawdzić, czy teksty, które napisał, układają się w jakiś cykl, czy są interesujące dla innych, będzie miał okazję pokazać je kilkunastu osobom, które sumiennie je przeczytają. Będzie też konfrontował swoje utwory z pracami innych uczestników, co zawsze okazuje się pouczające. Kursanci mogą na przykład dojść do wniosku, że mają podobne poglądy, są wyczuleni na określone problemy i w tym samym czasie myślą o tym samym – ale komunikują się z czytelnikiem zupełnie inaczej. Jeśli ktoś zechce  na warsztatach rozmawiać o książkach, będzie miał ku temu wiele sposobności. Uczestnicy spotkają się bowiem z wydawcami, redaktorami, agentami literackimi i promotorami literatury. Te osoby potrafią z pasją mówić godzinami o tym, co jest dla nich niesamowicie ważne – czyli właśnie o literaturze. Nadto uczestnicy poznają, choć tylko do pewnego stopnia, sekrety pracy redakcyjnej i literackiej, w tym zasady prowadzenia narracji, budowania dialogów, problemy stylu i słownictwa.

Kto bierze udział w takich kursach?
Kursy w Pawilonie Wyspiańskiego [organizowane przez Kraków Miasto Literatury UNESCO – przyp. red.] to prawdziwa arka Noego. Przychodzą tu młodzi ludzie, którzy stawiają pierwsze kroki w pisaniu i potrzebują mentora czy doradcy. W zajęciach uczestniczą też ludzie bardziej zaprawieni w boju, którzy opublikowali swoje opowiadania w antologiach albo gdzieś w internecie krąży ich powieść gatunkowa. Są również osoby, które chciałyby się przekwalifikować, na przykład dziennikarze, którzy do tej pory pisali teksty użytkowe, ale poczuli, że tli się w nich talent literacki i zamierzają stworzyć jakąś fabułę. Zdarza się, że na kurs przychodzą blogerzy literaccy, nauczyciele. Są też osoby w wieku 30+, którym w życiu czegoś brakuje, choć osiągnęły szereg sukcesów w różnych dziedzinach, i teraz właśnie chcą zająć się literaturą. Co człowiek, to inna historia.
Jako dydaktyk jestem uradowany, że w takich okolicznościach mogą się spotkać motywacje charakterystyczne dla ludzi z różnych pokoleń, wynikające z rozmaitych wyborów życiowych i też pozycji społecznej. Ta ogromna i barwna rozmaitość jest niesłychanie budująca i rozwojowa, bo rozmawiają ze sobą bardzo różni ludzie i to jest dla mówienia o literaturze ogromnie pożyteczne – takie konfrontacje przynoszą najlepsze efekty.

Rozmawiała Anna Mazur

Filip Modrzejewski – z wykształcenia polonista, redaktor zajmujący się literaturą piękną; wykładowca Jagiellońskiego Kursu Typografii w Krakowie i nauczyciel na warsztatach pisania. Założyciel Stowarzyszenia Magurycz, od lat bierze udział w pracach społecznych na cmentarzach w południowo-wschodniej Polsce. Pracował nad książkami wielu autorów, takich jak Mariusz Czubaj, Cezary Harasimowicz, Jarosław Kamiński, Maciej Malicki, Zygmunt Miłoszewski, Agnieszka Płoszaj, Sylwia Siedlecka, Marcin Wroński i Aleksandra Zielińska. Mieszka w Warszawie.

więcej

udostępnij

Zamknij Nasz strona korzysta z plików cookies w celach statystycznych, marketingowych i promocyjnych. Możesz wyłączyć tą opcję w ustawieniach prywatności swojej przeglądarki.