Techno na tak

6 lipca 2020

O historii, teraźniejszości i marzeniach rozmawiamy z twórcami Przewodnika po elektronicznym Krakowie – kolektywem TECHNO TECHYES.

Rozmowa jest częścią cyklu DIY po krakowsku

Karnet: Jak narodził się kolektyw TECHNO TECHYES? Co kryje się za tą nazwą?

TECHNO TECHYES: Początki TECHNO TECHYES sięgają 2014 roku. Pierwotnie ta gra słów posłużyła nam za nazwę cyklicznej imprezy, której pierwsza edycja odbyła się w nieistniejącym już klubie Caryca przy ulicy Dajwór. Przyjęliśmy założenie, że będziemy zapraszali reprezentantów cięższych i mroczniejszych odmian techno. Przez sześć lat projekt ewoluował pod każdym możliwym względem i wciąż się zmienia. Obecnie kontynuujemy podstawowy cykl w klubie Szpitalna 1 i nie ograniczamy się do konkretnego podgatunku, ponieważ istnieje wielu wspaniałych artystów, których chcielibyśmy przedstawić szerszej publiczności.


Na zdjęciu powyżej: kolektyw TECHNO TECHYES w komplecie. Od lewej: Adam „P98” Grygierzec, Aga Szuścik, Maciej „HiTrash” Zięba i Aneta „Eta Hox” Hudzik.


Paru nieprzeciętnych zdążyliście już zaprezentować…

Zorganizowaliśmy dotąd 33 edycje imprezy „podstawowej”, osiem odsłon cyklu Krak Up, pięć wydarzeń specjalnych – kolaboracji z innymi kolektywami oraz kilkanaście innych imprez. Każda odsłona cyklu TECHNO TECHYES ma innego gościa głównego. Oprócz nich zapraszamy artystów supportujących – z Krakowa lub dalszych zakątków Polski. Począwszy od dziesiątej edycji, na imprezach jednocześnie grają dwie sceny. Ta druga – mniejsza i prezentująca gatunek inny niż techno – pozwala jednej nocy zaprezentować się co najmniej pięciu, sześciu wykonawcom. Na każdym Krak Upie gra około szesnastu osób. Do tego dochodzą inne nasze wydarzenia… Czy ktoś jest w stanie to policzyć? My nie, ale chyba nie skłamiemy, szacując, że ilość artystów, którzy przewinęli się przez nasze imprezy, sięga dwustu.

A lista kandydatów do występu wciąż długa.

W środowisku stale zachodzi łagodna zmiana pokoleń. Są i tacy jak my, obecni na scenie od wielu lat, i nowi, młodzi, zdolni, swoją muzyką szybko znajdujący uznanie. Jako organizatorzy staramy się znaleźć równowagę. Z jednej strony zapraszamy do udziału „starych wyjadaczy”, z drugiej – współpracujemy z „młodymi wilkami”, by dać im szansę na zaistnienie, najlepiej na dłużej.

Sztandarowy cykl TECHNO TECHYES, integrujące lokalne środowisko Krak Upy, a na tym wasze pomysły się nie kończą.

W czasie pandemii wszystko się zatrzymało, a właśnie na wiosnę chcieliśmy ruszać z nowym cyklem z techno i instrumentami na żywo w bardzo kulturalnym miejscu. Miał to być rodzaj naszego autorskiego techno jam session – do słuchania na siedząco, w tygodniu. Na uruchomienie czeka ponadto akcja społeczna uświadamiająca, że za swoją pracę DJ powinien otrzymywać uczciwe pieniądze. Obecnie, by nie marnować czasu i nie igrać z bezpieczeństwem, oferujemy naszej społeczności kolejne podcasty i streaming na żywo. Niedawno udało się nam również wypuścić pierwszą kolekcję merchu (m.in. koszulki, kubki, plakaty), którą zaprojektowała Aga Szuścik.

Staramy się też zabierać głos w kwestiach ideowych. Tuż przed pandemią oddaliśmy jedną ze scen naszym przyjaciołom – imigrantom zza wschodniej granicy, aby wyrazić swoje wsparcie i sprawić, by poczuli się mile widziani w naszym mieście i środowisku. Marzymy o widoku tłumu tańczących ludzi, bawiących się razem niezależnie od tego, skąd pochodzą, jak wyglądają, jak się definiują i co robią na co dzień.

Jak przekuwacie to marzenie w rzeczywistość?

Nasza branża niestety często kojarzona jest ze spóźnieniami, niedbalstwem i chaosem. My staramy się na to odpowiadać jakością – działamy albo punktualnie, dokładnie i według planu, albo wcale. Jako grupa nieustannie dążymy do tego, by podnosić jakość naszych wydarzeń. Zgrzytów praktycznie nie ma, gdyż dobraliśmy się jak smerfy – każdy jest w czymś najlepszy, a działamy razem. Kolektyw reprezentujemy również w inicjatywach indywidualnych – zarówno tych artystycznych, organizacyjnych, jak i dziennikarskich czy publicystycznych.

„Dobraliśmy się jak smerfy –
każdy jest w czymś najlepszy,
a działamy razem”

Ta mnogość frontów to efekt nieustającej pasji czy finansowej konieczności?

Choć na co dzień każdy z nas zajmuje się czymś innym, wszyscy poświęciliśmy się pracy w jakiś sposób związanej z kulturą. Wypełniamy swój tydzień różnymi ciekawymi obowiązkami, a organizację imprez traktujemy wyłącznie hobbystycznie. Trzeba szczerze powiedzieć, że nie to zajęcie na tyle dochodowe, żeby pozwoliło nam na rezygnację z innych sposobów zarobkowania.

No właśnie, możecie współgrać jak smerfy, ale gdzieś w lesie pewnie czai się niebezpieczeństwo. Kto jest Gargamelem dla animatorów życia kulturalnego?

Organizacja imprez zależy od wielu nieprzewidywalnych czynników – począwszy od spraw technicznych, skończywszy na pogodzie, która wpływa na frekwencję. Te zależności nie są proste i logiczne. Czasem deszcz sprawia, że ludzie nie wychodzą tłumnie na miasto, a czasem trwa ulewa, a my mamy pełny klub. Inną trudnością jest przebijanie się przez szum informacyjny w mediach społecznościowych. Trzeba się nieźle postarać, żeby dotrzeć do ludzi z tym, co chcemy przekazać, a jednocześnie ich nie zirytować, nie zanudzić. Na szczęście nasz dotychczasowy styl promocji chyba się sprawdza w erze COVID-19. Nieśmiało podejrzewamy, że w okresie postpandemicznym będzie nieco trudniej, ponieważ wszyscy będą chcieli wrócić z przytupem i na scenie zrobi się tłoczno.

A jak było dotychczas? Nie „kanibalizowaliście się” z innymi lokalnymi i krajowymi grupami?

Z całą pewnością obracamy się w środowisku, w którym każdy zna każdego (chociaż trochę). To pozornie brzmi jak grunt, na którym chętnie rosną plotki i konflikty, ale doświadczenia pokazują nam, że na krakowskiej elektronicznej ziemi kiełkują głównie przyjaźnie, a życzliwe relacje owocują współpracą. Ideą cyklu Krak Up jest to, by lokalni didżeje, często reprezentujący różne gatunki, mogli spędzić ze sobą trochę czasu oraz zaprezentować umiejętności gościom i sobie nawzajem. Z radością obserwujemy, jak śmieją się, przybijają piątki i wymieniają obserwacjami. W mieście prowadzony jest też specjalny facebookowy kalendarz, dostępny praktycznie dla wszystkich, w którym uzupełniamy daty, kluby, nazwy imprez, gatunki. Dzięki temu z reguły nie wchodzimy sobie w drogę. Każdy stara się mądrze dopasować, nie podbierać innym publiki. Wiadomo, że zdarzają się wyjątki w tej materii, ale są one raczej sporadyczne i często wynikają z przypadku.

Nie oznacza to, że w środowisku muzyki elektronicznej nie zdarzają się konflikty, nawet ostre. Mają one jednak prawie zawsze podłoże personalne – po prostu czasem jest tak, że jednego lubi się bardziej, a drugiego mniej. Na szczęście nie ma mowy o jakichś większych podziałach, obozach, które angażowałyby się w bitwy czy nawet wojenki. Ba, mamy wrażenie, że integracja postępuje. Obserwujemy współpracę grup na różnych płaszczyznach – np. wymianę gości czy wspólne organizowanie wydarzeń. W końcu nic tak nie łączy jak wspólne imprezowanie!

Jako TECHNO TECHYES imprezowaliście już w różnych miejscach. Caryca, Bomba, Święta Krowa, Szpitalna 1 – to tylko parę przykładów. Carycy i Bomby już nie ma, inne miejscówki pojawiają się i znikają. Czy zmiany lokalowe wpływają na trwałość społeczności zbudowanej wokół klubów?

Oczywiście, że tak. Zawsze nastawiamy się na długofalową współpracę z danym miejscem. Zależy nam na dobrych relacjach z osobami prowadzącymi klub, jako że wszyscy mogą tu odnieść upragnione korzyści – zbudować społeczność czy wypracować unikatową jakość. Zamknięcie klubu przerywa biegnącą nić. Możesz wierzyć lub nie, ale czasem łączy się to z naprawdę wielkim żalem, gdyż miejsce, w którym regularnie odpoczywa się z przyjaciółmi i ukochaną muzyką, poniekąd traktuje się jak drugi dom. Legenda nigdy nie umiera jednak całkowicie – przyjaźnimy się z właścicielami i pracownikami, z wieloma osobami utrzymujemy kontakty prywatne i zawodowe. Bywa jednak i tak, że „ktoś przychodzi, ktoś odchodzi” – zmieniają się priorytety rodzinne, finansowe lub inne.

„Na krakowskiej elektronicznej ziemi
kiełkują głównie przyjaźnie”

Niesławne priorytety kończyły żywot wielu obiecujących inicjatyw. Zabawmy się więc w rozmowę o pracę: gdzie widzicie siebie za kilka lat? A może w obecnych realiach myślicie wyłącznie o aktualnych szansach/problemach?

Z zasady skupiamy się na optyce długofalowej. Już na początku 2020 mieliśmy rozpisany kalendarz wydarzeń na calutki rok. Niestety, jak się domyślasz, plany mocno się zmieniły. Wierzymy jednak, że w końcu wrócimy do naszego stałego modelu opartego na robieniu wszystkiego z dużym wyprzedzeniem. Tak łatwiej jest pracować. Obecne realia pozwoliły na odpoczynek, ale nie zatrzymały potoku pomysłów, które w miarę możliwości staramy się realizować. Chcemy być dynamiczni, rozwijać się, tworzyć scenę, krzewić wartości. Prywatnie każdy z nas ma dodatkowo swoje plany.

Jeden z pomysłów wdrażacie właśnie w życie. Dzięki dofinansowaniu z programu „Partnerstwo dla muzyki 2.0” przygotowaliście Przewodnik po elektronicznym Krakowie. Czy można ten projekt potraktować jako „bramę” do świata krakowskiej sceny klubowej?

Można – przy czym musimy zaznaczyć, że to przewodnik subiektywny. Odpowiada na pytanie, co nam w duszy gra, a nie jest zestawieniem opartym na jakichś badaniach terenowych. Przewodnik po elektronicznym Krakowie to 90-minutowy występ didżejski prezentowany w formie filmu. Występujemy w nim wszyscy: Adam „P98” Grygierzec prezentuje live act, Aneta „Eta Hox” Hudzik i Maciej „HiTrash” Zięba grają sety didżejskie, a Aga Szuścik „oprowadza” widzów po historii przedstawionej na końcu produkcji. Występy są unikatowe, nieprezentowane nigdzie indziej. Każdy z wykonawców gra w innej lokalizacji plenerowej – stół ze sprzętem didżejskim stawiamy w trzech ciekawych punktach Krakowa. Zabieramy widzów do kilku miejsc ważnych dla historii i teraźniejszości muzyki elektronicznej w Krakowie, na ekranie wyświetlamy informacje dotyczące klubów, ulic czy budynków. Na koniec widz poznaje bliżej nasz kolektyw, tworzony przez wspomniane cztery osoby.

Z muzyką klubową wiążą się również negatywne stereotypy różnego kalibru (że to prymitywne „łupanie”, że dodatek do alkoholu i dragów, że wśród wykonawców brakuje kobiet). Spotykacie się z niezrozumieniem czy ludzie częściej dostrzegają pozytywne efekty waszej pracy?

Raczej nie spotykamy się z niezrozumieniem, a jeśli już się to zdarzy, to osoby obarczone stereotypowym myśleniem edukujemy albo ignorujemy. Zamiłowanie do pulsujących industrialnych dźwięków kwitło już w czasach futuryzmu, kultura muzyki elektronicznej od dawna szczyci się podejmowaniem działań aktywistycznych. Postrzeganie tego gatunku jako prymitywnego „łupania” w XXI wieku jawi nam się jako skamielina, podobna do bezrefleksyjnej krytyki „siedzenia przy komputerze” czy przypisywania osobom z tatuażami kryminalnej przeszłości. Jesteśmy dorosłymi profesjonalistami, nie traktujemy naszych wydarzeń jedynie jako okazji do imprezowania. Nie dyskutujemy o gustach, nie oceniamy. Jeśli dostrzegamy problemy, na przykład związane z nierównościami społeczności, próbujemy działać na miarę naszych możliwości, np. wprowadzając parytety.

„Jesteśmy uparci i pełni wiary
w muzykę i społeczność”

W Krakowie nie bez powodu chwalimy się jazzem, który przyciąga do miasta artystów i turystów. Czy w techno oprócz pierwiastka aktywistycznego i kulturotwórczego widzicie również potencjał ekonomiczny?

Zdecydowanie tak – na polskiej mapie muzyki elektronicznej pojawiają się nowe kluby, festiwale, kolektywy, duże imprezy z udziałem znanych zagranicznych artystów. Wydaje nam się, że ów proces jest jednak hamowany przez znikome wsparcie finansowe sektora kultury i ograniczone pole manewru w kwestii współpracy ze sponsorami. Wyciągnięcie z prywatnej kieszeni kilkudziesięciu albo kilkuset tysięcy złotych na pokrycie organizacji bardzo dużego wydarzenia to przeszkoda nie do przejścia. Co więcej, to próba obarczona wysokim ryzykiem – w przypadku klapy nikt nam nie zwróci za samolot czy hotel, a jak wspominaliśmy, nawet pogoda potrafi pokrzyżować podziemne szyki. My jednak, jako TECHNO TECHYES, jesteśmy uparci i pełni wiary w muzykę i społeczność, więc działamy dalej.

Rozmawiał Bartosz Suchecki, „Karnet”


Przewodnik po elektronicznym Krakowie zostanie udostępniony w ramach programu „Partnerstwo dla muzyki 2.0” na facebookowym profilu Wianków – Święta Muzyki.


Obserwuj kolektyw TECHNO TECHYES w serwisach społecznościowych:
Linktree
Facebook
Instagram
Soundcloud

więcej

udostępnij

Zamknij Nasz strona korzysta z plików cookies w celach statystycznych, marketingowych i promocyjnych. Możesz wyłączyć tą opcję w ustawieniach prywatności swojej przeglądarki.