Krakowskie spory

9 czerwca 2020

„Burzymurki”, malarz obrażony na miasto i roznegliżowany wieszcz narodowy. Ot, Kraków z przełomu wieków! 
Kraków z XIX i początku XX wieku to miasto pełne sprzeczności. Bywał opisywany zarówno jako biedna prowincjonalna mieścina, jak i ważny ośrodek skupiający przedstawicieli kręgów artystycznych i inteligenckich. Sprzężenie przeciwstawnych światów, a co za tym idzie – punktów widzenia, znalazło odzwierciedlenie w liczbie toczonych wówczas waśni i sporów, których rezultaty nieraz decydowały o losach miejskiego dziedzictwa. 

Mury a wiatry 
Czy wiecie, że to strach dziewiętnastowiecznych włodarzy miasta przed fluksją i szkodami moralnymi sprawił, że możemy się cieszyć dzisiaj widokiem Barbakanu i Bramy Floriańskiej? 
Historia krakowskich fortyfikacji – które w czasach świetności prócz murów obejmowały także siedem bram, 47 baszt i głęboką fosę – sięga XIII wieku, kiedy książę Leszek Czarny zezwolił na wzniesienie umocnień wokół dzisiejszego Starego Miasta. Mury przez kilka stuleci chroniły Kraków przed nieproszonymi gośćmi, odkąd jednak w XVII wieku przyszło im się zmierzyć z najazdem szwedzkim, ich stan zaczął się sukcesywnie pogarszać. Na reperację brakowało funduszy, a w opuszczonych ruinach i zniszczonych basztach osiedlali się biedacy i typy spod ciemnej gwiazdy. Ostatecznie w początkach XIX wieku władze miasta zdecydowały o wyburzeniu średniowiecznych umocnień. Prace rozbiórkowe prowadzone były pod hasłem akcji „upięknienia miasta”, wskutek której zniknęło również wiele innych historycznych obiektów (m.in. zabudowa Rynku Głównego: ratusz, wagi miejskie, kramy i ławy, oraz część kościołów).  
Decyzja o wyburzeniu murów nie wszystkich krakowian napełniła entuzjazmem. Wśród obrońców miejskiego dziedzictwa najaktywniej działał Feliks Radwański, profesor architektury Uniwersytetu Jagiellońskiego. Swoją akcję protestacyjną rozpoczął w 1817 roku, kiedy władze miasta ochoczo planowały rozbiórkę Bramy Floriańskiej i stojącego przed nią Barbakanu. Radwański zauważył, że pozostawienie choćby północnej części murów ochroni miasto przed wiatrami i przeciągami, które mogłyby podwiewać suknie statecznych krakowianek i odsłaniać ich gołe kostki, narażając je na straty moralne i uszczerbki na zdrowiu. „Przez wzgląd na zdrowie, pieszczeniem wychowane kobiety i dzieci byłyby wystawiane na częste fluksje, reumatyzmy, a może i paraliże” – straszył obrońca dawnej zabudowy. Jego argumentacja przekonała włodzarzy miasta – szczęśliwie dla nas, bo dzięki temu możemy cieszyć się malowniczym widokiem Barbakanu, Bramy Floriańskiej i trzech baszt, który na stałe wpisał się w historyczny obraz miasta. 

Malarz kontra „burzymurki”
Batalia „burzymurków” – bo tak zwani byli miejscy radni uparcie upiększający oblicze Krakowa – trwała w najlepsze jeszcze pod koniec XIX wieku. W latach 1872-1886 prowadzono dyskusje na temat wzniesienia nowego gmachu dla miejskiego teatru. Po burzliwych obradach z pomocą urzędnikom przyszedł Walery Rzewuski, właściciel znanego w Krakowie zakładu fotograficznego. Zaproponował on wzniesienie gmachu teatru na placu Świętego Ducha, na którym stały opustoszałe średniowieczne budynki klasztoru duchaków, dawny szpital dla ubogich i gotycki kościół. Ta propozycja spotkała się z akceptacją radnych, choć – ku żalowi wielu mieszkańców miasta – wiązała się ze zrównaniem z ziemią historycznych zabudowań. 
Zanim jednak do tego doszło, w Krakowie zebrało się liczne grono obrońców zabytków, wywodzące się przede wszystkim z kręgów inteligenckich i artystycznych. Na jego czele stanął sam Jan Matejko, który tak zaangażował się w ochronę miejskiego dziedzictwa, że zaproponował miastu odnowę kościoła Świętego Ducha na własny koszt (planował stworzenie tam swojej pracowni). Starania malarza nie zdołały jednak przekonać „burzymurków”, co sprowokowało Matejkę do iście demonstracyjnego gestu: mistrz zrzekł się honorowego obywatelstwa miasta i wydał kategoryczny zakaz wystawiania na jego terenie swoich dzieł! 
W miejscu zburzonych obiektów wzniesiony został Teatr Miejski – dzisiejszy Teatr im. Juliusza Słowackiego. Kto by przypuszczał, że niewiele ponad sto lat później Matejce – w formie postaci z brązu – przyjdzie już na wieczność zasiąść w fotelu na Plantach, zaledwie 400 metrów od gmachu teatru... 

Indiański wieniec Mickiewicza
Prawdopodobnie każdy z mieszkańców Krakowa umówił się chociaż raz „pod Adasiem” – to tutaj rozpoczynają się spotkania towarzyskie, romantyczne spacery czy demonstracje protestujących. Mniej krakowian jednak zdaje sobie sprawę, że ten najbardziej znany pomnik miasta powstawał przez blisko trzy dekady, przynosząc projektodawcom dużo kłopotów zarówno na etapie planowania, jak i realizacji. 
O ile pomysł na upamiętnienie Adama Mickiewicza pojawił się jeszcze za życia poety, to dopiero w 1881 roku władze Krakowa ogłosiły pierwszy konkurs na projekt pomnika. Przedsięwzięcie już na samym początku wzbudziło niemałe wątpliwości wśród uczestników – narzucało bowiem z góry „styl renesansowy” rzeźby, a jego formuła nie gwarantowała realizacji wybranego projektu. Do komisji ostatecznie wpłynęło 27 prac, z których wybrano propozycję Tomasza Dykasa. Niefortunnie dla rzeźbiarza to rozstrzygnięcie zapoczątkowało dyskusje o niskiej wartości artystycznej projektu i do zamówienia pomnika nie doszło. 
Na kolejny konkurs uczestnikom przyszło czekać cztery lata, a zaszczytne pierwsze miejsce po raz kolejny zdobył nieustępliwy Tomasz Dykas. Jednakże i tym razem się nie udało – jego wygrana odbiła się negatywnym echem w mieście, a w zakulisowych dyskusjach dziełu zarzucano, że było „bez poezji i życia”.  
Na ratunek zjawił się sam Jan Matejko, który naszkicował przystrojonego laurem wieszcza z obnażonym torsem. Po wykonaniu próbnych modeli z gipsu projekt nie wyglądał jednak już tak dobrze, a zdaniem bliskich Mickiewicza poeta nie przepadał za nagością i nie zachwyciłby go roznegliżowany posąg. 
Trzeci konkurs odbył się w 1886 roku, także nie bez osobliwych perypetii. Pierwszy wyłoniony projekt – autorstwa Cypriana Godebskiego – okazał zbyt kosztowny, więc komisja zdecydowała się na propozycję Teodora Rygiera, która zajęła odległe miejsce w rankingu konkursowym, co wzbudziło głosy krytyki prasy i krakowian. Wyróżniony rzeźbiarz na czas pracy nad pomnikiem przeniósł się do Rzymu, skąd stopniowo wysyłał do Krakowa poszczególne części monumentu. Niestety, kiedy latem 1894 roku całość została wstępnie złożona i zaprezentowana komisji i krakowianom, odbiór dzieła okazał się zdecydowanie negatywny. Pomnik miał problemy z proporcjami, jego elementy nie współgrały ze sobą, a zamiast budzić podziw – wywoływał salwy śmiechu. W prasie pisano, że pomysł upamiętnienia wieszcza z wieńcem laurowym na głowie przemienił go w „dowódcę Indian”. Rygier zgodził się na dokonanie poprawek na własny koszt i cztery lata później, w setną rocznicę urodzin Adama Mickiewicza, pomnik został wreszcie odsłonięty na płycie Rynku Głównego. 
***  
Krakowskie spory można z przymrużeniem oka spuentować słowami Tadeusza Boya-Żeleńskiego: „Ta walka to nie jest tak prosta rzecz: i mury, i ludzie to są rzeczy szanowne; po czyjej tu być stronie?”. (wz) 

Na fotografiach
Pomnik Adama Mickiewicza w Krakowie, 1939, fot. Roman Puchalski
Klemens Bąkowski, Szpital św. Ducha w Krakowie, wł. Archiwum Państwowe w Krakowie  
Brama Floriańska, pocztówka, 1907, wł. Biblioteka Narodowa

udostępnij

Zamknij Nasz strona korzysta z plików cookies w celach statystycznych, marketingowych i promocyjnych. Możesz wyłączyć tą opcję w ustawieniach prywatności swojej przeglądarki.