Modowa rewolucja

9 czerwca 2020

fot. Arleta Chołyst

Wąskie spódnice, tapirowane włosy czy słynne „trumniaki” – o tym, co było modne w Polsce w drugiej połowie XX wieku, rozmawiamy z kolektywem stylistek The Vintage Dolls.

Karnet: Czym różni się retro od vintage?

Daria: Te pojęcia bardzo łatwo ze sobą pomylić. Często widzę, że portale modowe używają ich zamiennie. Zasada jest bardzo prosta! Vintage to rzeczy stare, charakterystyczne dla trendów danej dekady, które powinny liczyć więcej niż 20 lat. Tak, za rok lata 2000 będą już vintage! Mianem retro określamy rzeczy wykonane współcześnie, ale nawiązujące stylem do dawnych dekad, czyli zarówno mocno rozkloszowana spódnica z sieciówki, jak i sukienka szyta na bazie starego wykroju będzie retro.

Wasze ulubione trendy modowe minionego stulecia to…?

Daria: Mój lokuje się w drugiej połowie lat 40. Trzeba mieć na uwadze, że te lata za granicą wyglądały dużo inaczej niż w Polsce. W naszym kraju kobiety miały większe problemy niż ubrania (ubóstwo, głód), a jednocześnie pragnęły powrotu do normalności. Krawcowe miały ręce pełne roboty i szyły mimo małej dostępności materiałów. Moda lat 40. była dość surowa, często nawiązywała do stylu militarnego. To przede wszystkim ostre linie, wąskie spódnice i mocno zaznaczone ramiona oraz sztuka robienia czegoś z niczego, zwieńczona upiętymi nad czołem włosami, często w turbanie. Ubierając się w tym stylu, decyduję się na szycie na miarę, na sukienki retro szyte na wykrojach z lat 40. lub wykorzystuję sukienki z lat 80., bo o dziwo te dwie dekady w kwestii mody mają ze sobą wiele wspólnego, za to ubrania sprzed czterdziestu lat są o wiele łatwiejsze do zdobycia niż te sprzed osiemdziesięciu. Z chęcią ubieram też odzież w stylu lat 50., zarówno tę prawdziwą, siedemdziesięcioletnią, którą mam w szafie, jak i retro, która często idzie o krok dalej i nawiązuje do kreacji z moich ulubionych filmów.

Aneta: Zdecydowanie wybrałabym lata 50. i ówczesne spojrzenie na kobiecość. Mocno podkreślona talia, czerwone usta, rozkloszowane kwieciste sukienki i wrodzony szyk. To jest coś, czego brakuje mi obecnie na ulicach – emanowania kobiecością. Z tym, że nie mam tu na myśli pokazywania kobiecego ciała, wręcz przeciwnie – czasem mniej znaczy więcej. Spójrzmy na przykład na ikonę ówczesnych lat Marylin Monroe. Nosiła dopasowane sukienki lekko odsłaniające dekolt, mocno opinające pupę – maksimum wdzięku i seksapilu.

Gaba: Najbardziej cenię lata 70., które cechowały się ogromną różnorodnością. Z jednej strony mamy w nich narodziny tzw. antymody, czyli stylu punk, do czego przyczynili się Vivienne Westwood i jej ówczesny partner Malcolm McLaren. Moda punkowa była niejednorodna – wystarczy porównać styl Ramones z ówczesnym ubiorem Patti Smith. Z drugiej strony lata 70. to także style glam i disco. Disco urzeka mnie złotem, cekinami, plisami, falbanami i bujnymi lokami. W polskiej modzie tego okresu uwielbiam folk zrobiony ze smakiem, np. ówczesne kolekcje projektantki Karoliny Paroll z Mody Polskiej. Nie mogę napatrzeć się na styl Lany Del Rey czy Ralpha Kaminskiego, którzy inspirują się właśnie latami 70. Jednak ubrania vintage z tej dekady sama noszę rzadko, bo ich minusem jest koszmarny, nieprzyjemny w dotyku poliester, w którym nie da się oddychać. Co innego współczesne inspiracje.

Sławy filmowe, gwiazdy estrady – kto był ikoną mody dla Polek w latach 50. i 60.?

Aneta: Na pewno Nina Andrycz, aktorka o klasycznych rysach twarzy i figurze idealnie wpisującej się w kanon piękna promowany wówczas przez Diora. Futra, perły, eleganckie drogie suknie, norki od Stalina… Kolejną polską ikoną była Kalina Jędrusik zwana „demonem zmysłów”. Odważne kreacje uwydatniające dekolt, brak bielizny, niewyparzony język: była buntowniczką sprzeciwiającą się ówczesnym normom. Jeśli chodzi o lata 70., to zdecydowanie dobrze nam znana Maryla Rodowicz, kochająca folklor i hippisowską modę. Kolory, kwiaty, ludowość – kolorowa gwiazda szarego PRL-u.

A jak ubierały się krakowianki w latach powojennych?

Daria: Krakowianki zdobywały ubrania na „ciuchach”, czyli targach (tak jak współcześnie Tandeta), gdzie można było upolować ubrania z zagranicy. Niektórzy dostawali je w paczkach od rodziny czy znajomych na emigracji. Przerabiano też stare ubrania, szyto nowe z koców lub zasłon. 15 kwietnia 1945 roku w Krakowie ukazał się pierwszy numer „Przekroju”. Czytelniczki były spragnione wielkiej mody, więc w 22. numerze pisma uruchomiono rubrykę „Moda”, gdzie przemycano niemile widziane przez władzę przedruki z zachodnich żurnali. Później nadszedł czas Barbary Hoff, która pokazywała w „Przekroju”, jak samodzielnie wykonać balerinki z tenisówek (słynne „trumniaki”), przerobić spodnie dziadka na „cygaretki” czy wyciąć modny dekolt w koszuli ZMP. W tych rzeczach chodziła cała Polska!

Gaba: Już wcześniej wspominałam o Modzie Polskiej, czyli przedsiębiorstwie, którym kierowała Jadwiga Grabowska uchodząca za polską Coco Chanel. W Nowej Hucie po wschodniej stronie placu Centralnego w sąsiedztwie dwóch banków znajdował się dom Mody Polskiej, który cieszył się ogromną popularnością.

Jak wyglądały ówczesne stroje kąpielowe?

Aneta: W latach 40. kobiety zaczęły skupiać się na eksponowaniu swoich atutów, podkreślając biust. Jednak po II wojnie światowej w Polsce brakowało różnorodnych materiałów, dlatego ówczesne stroje wykonane z tkaniny nadawały się jedynie do opalania. Najmodniejszym stanikiem był ten wiązany z tyłu na szyi, który miał unosić piersi i nadawać im szpiczasty kształt dzięki odpowiednim wkładkom. Jeśli chodzi o dół stroju, to miał on najczęściej formę spodenek z wysokim stanem. W latach 50. pojawiło się bikini, jednak na polskich plażach nie przyjęło się dobrze, gdyż odsłaniało za dużo ciała. Kobiety polubiły za to klasyczne stroje kąpielowe bez ramiączek odsłaniające nogi aż do linii majtek.

Czym charakteryzowały się fryzury w minionych dekadach?

Daria: Pierwszy obraz, jaki pojawia się nam przed oczami, gdy myślimy o włosach w stylu vintage, to misterne upięcia na głowach gwiazd. Tymczasem nad ich włosami pracował sztab fryzjerów, a często korzystały również z przygotowanych wcześniej peruk i doczepek! W latach 50. kobiety spoza srebrnego ekranu często decydowały się na obcięcie włosów i trwałą ondulację, która ułatwiała ułożenie fryzury. Na początku lat 60. włosy były mocniej tapirowane i zaczesywane do tyłu, tak że przypominały kształtem hełm. Później rozkwitła moda młodzieżowa – to młodzi narzucali trendy. Nie chcieli powtarzać wystudiowanych fryzur swoich mam i babć, więc prym wiodły włosy proste, naturalne, czasem w formie hybrydy starego z nowym, czyli zwieńczone natapirowanym czubkiem głowy. W latach 80. powróciła moda na dużą objętość włosów, ale i na krótkie włosy ścięte na jeża. Często włosy były mocno cieniowane, aby lepiej układały się po trwałej ondulacji. Czasem włosy z przodu ścinano na krótko, za to tył pozostawiano dłuższy. Dodatkowo duży wpływ na fryzury wywarła rozwijająca się popkultura punk. To wtedy pojawiły się pierwsze irokezy!

Na czym polegała różnica między strojami odświętnymi a codziennymi?

Daria: Różnica była ogromna! Kiedy myślimy o dawnych latach, wydaje nam się, że każda z kobiet była ubrana jak na bankiet, z idealnym makijażem i fryzurą, co absolutnie nie jest prawdą. Warto też zaznaczyć, jaka przepaść modowa dzieliła kobiety z miast i z wsi, bo o ile w miastach moda rozwijała się dość szybko, choć chaotycznie, to większość Polek mieszkała na wsiach. Tam kobiety nawet na wyjście zakładały skromne sukienki, za to na co dzień wybierały proste koszule i spódnice nieprzeszkadzające w pracy. Włosy zwyczajnie również nie były idealnie upięte, a każdy lok nie był perfekcyjnie zakręcony; często włosy były gładkie lub związane w warkocz. Nie różniło się to dużo od naszych czasów. Wybieramy to, co wygodne, a na wielkie wyjścia staramy się o elegancję, celujemy w najlepszą rzecz w szafie i poświęcamy więcej czasu na makijaż i włosy. Po wojnie nie organizowano balów – zostały wyparte przez prywatki. Na początku lat 50. często wybierano na nie krótsze czarne sukienki z długimi rękawami. Największy modowy rozkwit w naszym kraju przypadł na końcówkę lat 50., kiedy powstały dom Mody Polskiej i Dom Mody Telimena, a Polki w końcu mogły na bieżąco podglądać trendy. Wtedy dopiero pojawiły się suknie wieczorowe, szalone kapelusze i zgrabne szpilki. Modne były też rękawiczki, szale i korale. Na przełomie lat 50. i 60. młode dziewczyny na co dzień coraz częściej sięgały po spodnie i szerokie, wygodne sukienki nazywane „workami”. U dojrzałych kobiet dużą popularnością cieszyły się garsonki w stylu Coco Chanel.

Jak ubrałybyście się na spacer brzegiem Wisły w letni dzień?

Daria: Na taki spacer wybrałabym luźną sukienkę z naturalnego materiału w pastelowym kolorze. Do tego duże „kocie” okulary, wielki słomiany kapelusz i… trampki! Na koniec mała torebka vintage lub plecak szyty przez polską markę.

Gaba: Kluczowy jest materiał. Ja kocham w upalne dni nosić jedwab, na który, o dziwo, wcale nie wydaję „milionów monet”. W lumpeksach bardzo często można znaleźć przepiękne lekkie sukienki jedwabne marki Laura Ashley z lat 80., które krojem nawiązują do lat 40. i 50. Sprawdzą się nawet w trzydziestostopniowym upale. Bardzo lubię łączyć też szerokie dzwony z lat 70. z krótkim topem i przewiewną narzutką. Włosy błyskawicznie podkręcam lokówką, rozczesuję dla nadania im większej objętości i wiążę apaszką.

Aneta: Ja postawiłabym na obecne trendy krążące wokół mody lat 90. Denimowe szorty z wysokim stanem, koszula z lekkiej bawełny lub lnu związana nad talią (najciekawsze można znaleźć w second handach!), klasyczne białe sneakersy ulubionej marki i unikatowe kolorowe dodatki od lokalnych dostawców. Zaznaczę, że w tym roku uznaniem w świecie mody cieszą się koronki, wszelkie plecionki i domowej roboty wyroby, dlatego tu szczególnie polecam przejrzeć asortyment naszych krakowskich marek.

Jak się poznałyście?

Gaba: Poznałyśmy się trzy lata temu na facebookowej grupie zrzeszającej miłośniczki sukienek i spódnic. Postanowiłyśmy umówić się na kawę nie tylko dlatego, że łączyło nas zainteresowanie tym samym stylem ubioru, ale czułyśmy też, że mamy podobne poczucie humoru i podejście do życia. Te niezobowiązujące spotkania na mieście, podczas których sporo obcych ludzi podchodziło do nas i komplementowało nasz wygląd, pewnego czerwcowego wieczoru przerodziły się w założenie przez nas grupy The Vintage Dolls. Zaczęło się od utworzenia profilu na Facebooku i pierwszych warsztatów z podstaw stylu modern retro polegającym na świadomym mieszaniu ze sobą ubrań charakterystycznych dla różnych dekad modowych i łączeniu ich ze współczesnymi trendami. Nie spodziewałyśmy się tak ogromnego zainteresowania naszym projektem w sieci. Myślę, że za jego sukcesem stoją nasze umiejętności – Aneta jest stylistką, Daria malarką, ja zajmuję się zawodowo marketingiem mody – ale też pozytywne emocje, którymi staramy się „zarażać” innych. W sesjach zdjęciowych liczy się dla nas nie tyle efekt finalny, co ich proces tworzenia – robienie sztuki, dobra zabawa, umacnianie naszej przyjaźni. Czyli zupełnie odwrotnie niż w przypadku większości znanych z Instagrama influencerek modowych, dla których priorytetem jest raczej produkt w postaci dobrego zdjęcia, a nie radość jego tworzenia, która może nie jest namacalna, ale ludzie naprawdę ją czują!

Rozmawiała Izabela Osiadły

The Vintage Dolls, czyli trzy przyjaciółki: Daria, Aneta i Gaba. Poznały się w 2017 roku w Krakowie, gdzie połączyła je miłość do mody. Prowadzą warsztaty mody retro z lat 40.-90. XX wieku i metamorfozy dla kobiet. Organizują sesje zdjęciowe i współpracują z markami jako stylistki. Angażują się w liczne akcje charytatywne.

więcej

udostępnij

Zamknij Nasz strona korzysta z plików cookies w celach statystycznych, marketingowych i promocyjnych. Możesz wyłączyć tą opcję w ustawieniach prywatności swojej przeglądarki.