Na tropach dźwięków

8 czerwca 2020

Nieistniejący już miejski spichlerz, oberża Knotza, sala gimnastyczna Sokoła, wawelska katedra i Stary Teatr – co łączy wszystkie te miejsca? Muzyka!
Niegdyś kantaty i msze rozbrzmiewały w świątyniach, oper słuchano w królewskich komnatach, a kwartety smyczkowe i recitale fortepianowe grywano w pałacach arystokracji i na mieszczańskich salonach. Sceny przeznaczone specjalnie dla muzyki były dość długo czymś nieznanym – także w naszym mieście. Zapraszamy więc na spacer po dawnych krakowskich „adresach” muzycznych, niektórych już zapomnianych lub nieistniejących, a czasem dla nas, współczesnych – zupełnie nieoczywistych.

Na wawelskim wzgórzu
W średniowieczu muzyka kwitła głównie w kościołach i klasztorach, których w Krakowie nie brakowało. Z nimi właśnie wiążą się najstarsze zachowane w Polsce zabytki kultury muzycznej, m.in. sporządzony ok. 1060 roku Sakramentarz tyniecki przechowywany aż do XIX wieku w opactwie benedyktyńskim w Tyńcu (stąd nazwa) czy pochodzące być może nawet z XIII stulecia rękopisy z kościoła św. Andrzeja zawierające jedne z najwcześniejszych przykładów polskiej polifonii. W tych dawnych czasach najważniejszym miejscem dla muzyki była jednak katedra na Wawelu, w której pracował m.in. Mikołaj z Radomia, najwybitniejszy kompozytor polskiego średniowiecza. Tutaj działała też powołana ok. 1540 roku przez króla Zygmunta Starego śpiewacza Kapela Rorantystów. Jej głównym zadaniem było zapewnienie muzycznej oprawy nabożeństw – przede wszystkim codziennych rorat odprawianych przed wschodem słońca – w kaplicy dziś znanej jako Zygmuntowska, którą monarcha ufundował po śmierci pierwszej żony, Barbary Zapolyi.
Wawelskiej muzyce nie zaszkodziła nawet przeprowadzka dworu królewskiego do Warszawy. Utrzymująca wysoki poziom artystyczny kapela krakowskiej katedry pozostała jednym z najważniejszych zespołów w mieście, a na jej czele stawali najlepsi polscy kompozytorzy epoki baroku: Bartłomiej Pękiel i Grzegorz Gerwazy Gorczycki.

Muzykowanie u jezuitów
Niespodziewana konkurencja dla muzyków z Wawelu wyrosła niemal pod ich bokiem. Przy ulicy Grodzkiej z na przełomie XVI i XVII wieku powstał ufundowany dla zakonu jezuitów kościół św. św. Piotra i Pawła, przy którym prężnie działał zespół wokalno-instrumentalny. Jego szeregi zasilali studenci i rezydenci Bursy dla Muzyki (dziś to ulica Grodzka 48). Jezuici przywiązywali bardzo dużą wagę do muzyki w liturgii – przy jej pomocy pragnęli wywrzeć wpływ na życie religijne i pobudzić żarliwszą wiarę, więc towarzyszyła ona wszystkim kościelnym uroczystościom. Dlatego zakon zakładał podobne bursy w całej Polsce, a w nich zastępy chłopców i młodych mężczyzn uczyły się śpiewu i gry na instrumentach, nawet takich, które nie były używane w kościele.
Z archiwów krakowskiej bursy możemy wyczytać, że Ignacy Tuczempski śpiewał basem, a do tego grał na fagocie, oboju i pozytywie, organistą był natomiast mizernym. O Szymonie Działkowskim napisano: „skrzypek wtóry, na pozytywie umie nieźle, człek i oboista wyśmienity, gdyby nie dziwaczał czasem”, zaś Józef Bieńkowski grał na oboju, flecie i skrzypcach, a za swoje usługi miał obiecaną parę sukien, buty, spodnie, dwie koszule oraz wikt. Jezuicka bursa, największa w ówczesnej Polsce instytucja kształcąca muzyków, zakończyła swoją działalność wraz z kasacją zakonu w naszym kraju w 1773 roku.

Szkoła księdza Sierakowskiego
Powstałą po niej próżnię wypełniła wkrótce działalność Wacława Sierakowskiego, kanonika i proboszcza katedry wawelskiej, który bez reszty poświęcił się propagowaniu muzyki: edukacji, organizowaniu koncertów i planowaniu reformy kształcenia muzycznego. W 1781 roku w swoim prywatnym domu przy ulicy Grodzkiej 116 (dziś plac św. Marii Magdaleny 2) założył prywatną szkołę śpiewu, z której rekrutowali się wykonawcy uprawiający muzykę w katedrze. W swoim mieszkaniu organizował koncerty wokalno-instrumentalne z udziałem uczniów i wykładowców, wzorowane na modnych podówczas francuskich concerts spirituels. Studenci szkoły Sierakowskiego byli podobno tak dobrze wykształceni, że wystąpili nawet podczas wizyty Stanisława Augusta Poniatowskiego w Krakowie w 1787 roku.

Włosi w spichlerzu
Ksiądz Sierakowski ściągnął też do Krakowa pierwszą stałą trupę operową. Zespół włoskich śpiewaków kierowany przez Domenico Toniollego zjawił się pod Wawelem skuszony perspektywą wspomnianej królewskiej wizyty. Sceną tych artystów stała się jedna z izb dawnego miejskiego spichlerza, należącego do zabudowań nieistniejącego już dziś ratusza (został rozebrany w 1820 roku). Pomieszczenia te, zwane „cłem”, Włosi przekształcili na potrzeby teatru operowego własnym sumptem, bowiem rajcy przekazali im jedynie deski do budowy sceny, a i to pod warunkiem, że z czasem całe wyposażenie przejdzie na własność miasta. Włoscy śpiewacy zostali w Krakowie tylko kilka miesięcy, a po ich wyjeździe nikt już nie użytkował „cła”.

Pałac pełen oper
Dawny ratusz nie był pierwszym w Krakowie miejscem kojarzonym ze spektaklami operowymi. Teodor Józef Lubomirski prezentował je – choć tylko dla wyselekcjonowanej publiczności – w latach 1725-1727 w należącym do niego Pałacu Spiskim (dziś Rynek Główny 34). Scena znajdowała się na pierwszym piętrze w wysokiej na dwie kondygnacje sali balowej, do której prowadziło oddzielne wejście z Rynku. Później pałac stał się na jakiś czas własnością biskupa Ignacego Massalskiego, który odnajmował salę tancerzom, pantomimistom, żonglerom czy linoskoczkom; odbywały się w niej także… pokazy fajerwerków.
Gdy w 1781 roku Mateusz Witkowski, znany aktor działający w Krakowie i Warszawie, uzyskał od władz miasta pozwolenie na prowadzenie teatru, ulokował go właśnie w Pałacu Spiskim. Nie wytrzymał jednak długo jako antreprener – już kilka miesięcy później wyjechał z Krakowa. Jednak teatr musiał istnieć nadal, gdyż jak wspomina Ambroży Grabowski, dziewiętnastowieczny księgarz, antykwariusz, kolekcjoner i autor przewodników po Krakowie: „Już w r. 1784 dnia 4 sierpnia pisał z Warszawy do magistratu jakiś I. Srokowski list tej treści: »Dopraszam się tego pozwolenia, abym za mojem przybyciem mógł mieć wolność okazania sztuk operycznych przez przeciąg miesięcy kilku. Dało nam się słyszeć, iż teatr i aktorowie znajdują się w Krakowie; ja nie tym zamiarem zjeżdżać chcę, abym jakową przykrość miał im uczynić, ale i owszem zgodnie umiarkować się z nimi chcę etc.«”.
W 1787 roku teatralne przedsięwzięcie przejął Jacek Kluszewski, handlarz nieruchomościami, posiadacz wytwórni powozów i fortepianów, a później dyrektor sceny narodowej w Krakowie. Ten obrotny i sprytny przedsiębiorca uważnie obserwował sukcesy zespołu Toniollego. Wkrótce zapewnił sobie monopol na organizowanie spektakli, czyniąc wyjątek tylko dla pokazów „monstrów” i „zwierząt zamorskich”, a nawet skłonił magistrat do przekazania mu przygotowanych przez Włochów pomieszczeń w ratuszu. Z „cła” ostatecznie nie skorzystał – wybrał Pałac Spiski, gdzie dla liczącej 300-400 osób widowni wystawiał komedie i dramaty oraz opery włoskie i polskie, często osobiście dyrygując wyuczoną przez siebie orkiestrą.

Recitale u Knotza
W XIX wieku najsłynniejszą w Krakowie sceną muzyczną stała się natomiast… dawna oberża. Jej historia zaczyna się wraz z przybyciem do naszego miasta kupca winnego z węgierskiej Budy Macieja (Mátyása) Knotza, który nabył budynki na rogu ulic św. Jana i św. Tomasza i założył tam zajazd „Pod Węgierskim Królem”. Biznes musiał iść bardzo dobrze, bo rzutki przedsiębiorca wkrótce dokupił jeszcze trzy kamienice przy ulicy Sławkowskiej. Tak powstał, mówiąc dzisiejszym językiem, ogromny kompleks hotelowo-restauracyjno-rozrywkowy. Jego sercem była sala, w której urządzano bale, reduty, oficjalne spotkania, a także koncerty. W tzw. sali Knotza Towarzystwo Przyjaciół Muzyki regularnie organizowało „muzykę popisową”, a także „wielkie akademie” i koncerty gości z zagranicy, w tym słynnej w całej Europie śpiewaczki Angeliki Catalani.
Choć Towarzystwo Przyjaciół Muzyki zakończyło swą działalność dość szybko, sala Knotza (po zmianie właścicieli i nazwy całej instytucji na Hotel de Saxe znana także jako sala Saska) na długo pozostała jedną z najważniejszych w Krakowie scen muzycznych. Podczas swoich wizyt pod Wawelem występowały tu międzynarodowe sławy, m.in. Franciszek Liszt, Johannes Brahms i Ignacy Jan Paderewski. Sala Saska rozbrzmiewała muzyką, także tą największą, aż do lat 30. XX wieku – do momentu, gdy wzniesiono okazały Dom Katolicki pod świetnie nam dziś znanym adresem: na rogu ulic Straszewskiego i Zwierzynieckiej.

Na scenie teatru i w sali gimnastycznej
Duch Jacka Kluszewskiego powraca w tej historii jeszcze raz: w związku z kolejnym „muzycznym” miejscem Krakowa – Starym Teatrem. Budynek sceny narodowej u zbiegu ulicy Jagiellońskiej i placu Szczepańskiego powstał z inicjatywy rzutkiego antreprenera, który na potrzeby teatru przebudował (gruntownie, acz niedbale) stojące tu wcześniej domy. Losy gmachu – od rozkwitu sceny, przez serię usterek budowlanych, po porzucenie go na rzecz nowego Teatru Miejskiego (dziś im. Juliusza Słowackiego) i urządzenie tu wojskowych koszar – toczyły się rozmaicie. Muzyka objęła jego wnętrza we władanie na początku XX wieku: w latach 1906-1914 i w dwudziestoleciu międzywojennym mieściło się tu konserwatorium, założone w 1888 roku przez kompozytora, pedagoga i animatora życia kulturalnego Władysława Żeleńskiego.
Przywołując muzyczne dzieje Starego Teatru, trzeba wspomnieć także o Biurze Koncertowym, dzięki któremu krakowscy melomani w latach 1916-1939 mogli słuchać m.in. pianistów Waltera Giesekinga, Artura Rubinsteina, Egona Petriego i Lwa Oborina, skrzypków Carla Flescha, Józefa Szigetiego czy Pawła Kochańskiego z Karolem Szymanowskim jako akompaniatorem, śpiewaków Ady Sari, Toti Dal Monte i Jana Kiepury – a więc całej europejskiej czołówki. Z gościnnymi występami przyjeżdżały: Czeska Filharmonia z Ołomuńca, Praska Filharmonia Akademicka i Berlińska Orkiestra Symfoniczna. Do listy muzycznych adresów w Krakowie dodajmy przy tej okazji także salę Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” przy ulicy Wolskiej (dziś ulica Piłsudskiego 27), gdzie Biuro organizowało swoje koncerty do 1921 roku. Po generalnym remoncie Starego Teatru, zamienionego podczas I wojny światowej na szpital wojskowy, muzyka powróciła do gmachu przy placu Szczepańskim.
***
Spacerując dziś ulicami miasta, nadstawiajmy pilnie ucha – może dobiegnie nas trwające wciąż echo muzyki dawnego Krakowa? (bs)

Tekst powstał w oparciu o materiały Małopolskiego Instytutu Kultury (www.malopolskatogo.pl), a także monografię Anny Woźniakowskiej 75 lat Filharmonii im. Karola Szymanowskiego w Krakowie 1945-2020, książki Zbigniewa Raszewskiego Staroświecczyzna i postęp czasu. O teatrze polskim 1765-1865 oraz artykuły Iwony Tylki Instrumentaliści i wokaliści kapeli jezuickiej kościoła ss. Piotra i Pawła w Krakowie i Michała Piekarskiego Ks. Wacław Sierakowski – propagator wiedzy o muzyce i organizator szkolnictwa muzycznego w okresie działalności Komisji Edukacji Narodowej.

Na fotografiach
Ratusz w Krakowie, ilustracja z przewodnika Józefa Mączyńskiego Kraków dawny i teraźniejszy z przeglądem jego okolic, 1854, Cyfrowa Biblioteka Narodowa Polona
Stary Teatr, pocztówka, 1911, Cyfrowa Biblioteka Narodowa Polona
Polskie Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”, pocztówka, Wydawnictwo Salonu Malarzy Polskich, 1911, Cyfrowa Biblioteka Narodowa Polona

udostępnij

Zamknij Nasz strona korzysta z plików cookies w celach statystycznych, marketingowych i promocyjnych. Możesz wyłączyć tą opcję w ustawieniach prywatności swojej przeglądarki.