Śladami królów

8 czerwca 2020

Nie ma bardziej „krakowskiej” wycieczki niż spacer Drogą Królewską. Dlaczego więc proponujemy ją w ramach akcji „Bądź turystą w swoim mieście – zwiedzaj Kraków!” skierowanej przede wszystkim do mieszkańców miasta?

Zieleń na Plantach, gwar Rynku Głównego czy urok ulicy Kanoniczej są dla nas, krakusów, codziennością. Opisem tej trasy chcemy jednak pokazać, że nasze miasto można odkrywać w nieskończoność, a jego skarby są niewyczerpane! Zapraszamy więc na wędrówkę Drogą Królewską, zwaną po łacinie Via Regia. Przez wieki podążali nią monarchowie po zwycięskich bitwach i podczas wjazdów koronacyjnych, biskupi obejmujący urząd i cudzoziemscy posłowie; tędy szły kondukty pogrzebowe wielkich Polaków. Wzdłuż historycznej trasy, która prowadzi z placu Matejki, przez Floriańską, Rynek Główny i Grodzką, by Kanoniczą dotrzeć na wawelskie wzgórze, skupiły się najsłynniejsze zabytki królewskiego miasta.

Rozpoczynamy na placu Matejki, gdzie nasz wzrok ściąga przede wszystkim monumentalny pomnik Grunwaldzki, wzniesiony w 1910 roku, a ufundowany przez pianistę, kompozytora i polityka w jednej osobie – Ignacego Jana Paderewskiego. Warto zajrzeć również do kościoła św. Floriana, strzegącego dawnej drogi ku Warszawie (czego pamiątką jest nazwa odchodzącej tu od placu ulicy). Pierwsza świątynia w tym miejscu powstała już w XII wieku dla relikwii tego właśnie męczennika, który według legendy miał ze swego grobowca w rzymskiej kaplicy dawać papieżowi ręką znaki, że to on właśnie chętnie wybierze się w podróż do dalekiej Polski.

Z placu Matejki świetnie widać już Barbakan, arcydzieło średniowiecznej sztuki fortyfikacji, wystawione z końcem XV wieku dla obrony przed spodziewaną nawałą wołosko-turecką (było to pokłosie wojennej wyprawy, która dała nam też niechlubne powiedzenie: „za króla Olbrachta wyginęła szlachta” – sami się domyślcie, jak nam poszło…). Na szczęście najeźdźcy się nie pojawili, a „Rondel” stoi na swoim miejscu już ponad 500 lat! Barbakan po raz ostatni bronił Krakowa w XVIII wieku podczas konfederacji barskiej – jego obsada dzielnie walczyła z wojskami rosyjskimi, aż zabrakło jej amunicji. Wówczas pasamonik Marcin Oracewicz nabił fuzję guzem od swojego stroju i wystrzelił, uśmiercając trafionego w głowę rosyjskiego pułkownika Panina. Wrogie oddziały wpadły w popłoch – i tak Barbakan i guzik uratowały Kraków od zniszczenia.

Pora przejść ku Bramie Floriańskiej – jednej z siedmiu, które niegdyś wiodły do miasta – i pozostałościom murów miejskich z trzema zachowanymi (spośród 47) baszt. Jak to się stało, że z imponujących krakowskich obwarowań ocalało tak niewiele? To zasługa „burzymurków”, o których więcej przeczytacie w artykule Krakowskie spory. A czego nie zdołało unicestwić pragnące „upięknienia miasta” grono, omal nie dokonał… tramwaj! Tak, tak – na początku XX wieku, gdy uruchamiano w Krakowie tramwaj elektryczny, jego linia miała prowadzić właśnie przez Bramę Floriańską. Okazało się jednak, że w jej prześwicie nie mieści się trakcja. Postęp musi kroczyć naprzód, bramę trzeba zburzyć – zawyrokowano. Średniowieczny zabytek został jednak uratowany dzięki pomysłowi, by po prostu pogłębić przejazd. Trakcja się zmieściła, tramwaj pojechał dalej…

Wchodzimy w jeden z najsłynniejszych krakowskich traktów – ulicę Floriańską. Została ona wytyczona już na planie lokacyjnym Krakowa w 1257 roku, zaś jej nazwa – po raz pierwszy zanotowana w dokumentach na początku XIV wieku – nie zmieniła się od ponad 700 lat! Przy tej ulicy: swój lokal (w którym działał potem kabaret Zielony Balonik) założył Jan Apolinary Michalik; urodził się i zmarł wielki Jan Matejko (rodzinna kamienica malarza to dziś oddział Muzeum Narodowego w Krakowie); ulokowało się największe w Polsce Muzeum Farmacji (eksponujące także piwnicę do wyrobu win…). Stojące tu kamienice, choć wielokrotnie przebudowywane, mają często rodowody sięgające przynajmniej epoki renesansu, a na niektórych zachowały się godła, które dawnym krakowianom zastępowały numerację domów: Podedzwony, Pod Barankiem, Pod Wiewiórką, Pod Aniołkiem, Pod Matką Boską, Pod Okiem Opatrzności czy Pod Murzynami, zwana też Pod Etiopy.

Tak docieramy na Rynek Główny, największy miejski plac średniowiecznej Europy, wytyczony na przecięciu dawnych szlaków handlowych podczas lokacji Krakowa w XIII wieku. Odtąd ta publiczna przestrzeń zaspokajała potrzeby mieszkańców związane z funkcjonowaniem miasta (ratusz), działalnością handlowo-gospodarczą (Sukiennice czy nieistniejące już dziś budynki Małej i Wielkiej Wagi), życiem religijnym (miejska fara, czyli kościół Mariacki, oraz cmentarze – na dzisiejszym placu Mariackim i wokół kościoła św. Wojciecha) i władzą sądowniczą (pręgierz służący do wymierzania chłosty i piętnowania oraz podest dla kata). Życie tego dawnego miasta poznamy, zwiedzając wystawę Śladem europejskiej tożsamości Krakowa (Podziemny Rynek – oddział Muzeum Krakowa).

Stojące wokół mieszczańskie kamienice i rezydencje arystokratów (m.in. Szara Kamienica, kamienica Hetmańska, Pałac Pod Baranami, Pałac Spiski, Pałac Pod Krzysztofory), ożywające tu legendy i zwyczaje (zaczarowane gołębie, Lajkonik, intronizacja króla kurkowego czy konkurs szopek), ważne uroczystości (hołd pruski i przysięga Tadeusza Kościuszki) – Rynek Główny zasługuje na własną, osobną opowieść! A przecież wokół jest jeszcze tyle cudów: kościół Mariacki z zachwycającym ołtarzem Wita Stwosza i płynącym z wieży hejnałem, kramy renesansowych Sukiennic, w których od setek lat nieprzerwanie trwa handel, Wieża Ratuszowa – godne wspomnienie po dawnej siedzibie władz miasta, kościół św. Wojciecha upamiętniający miejsce, w którym podobno przed ponad tysiącem lat kazania głosił jego patron…

Zatrzymajmy się przy tym ostatnim – dlaczego ta malutka świątynia o romańskim rodowodzie stoi wprost na Rynku? Otóż istniała tu, zanim jeszcze powstał reprezentacyjny plac. A przy jego wytyczaniu średniowieczni urbaniści po prostu wzięli pod uwagę już istniejące budynki czy ważne trakty, zgrabnie go do nich dopasowując.

Tak rzecz miała się także z ulicą Grodzką, w którą teraz wejdziemy. Jej ukośny wylot w rogu Rynku zaburza regularny szachownicowy układ ulic Starego Miasta zaprojektowany podczas lokacji. To świadectwo wieku i znaczenia tego traktu, wzdłuż którego powstał pierwotny Kraków. Podobnie jak na Floriańskiej, tak i na Grodzkiej zachowały się ciekawe zwierzęce oznaczenia domów: Pod Złotym Słoniem, Pod Elefanty (nie dajcie się zmylić: to słoń i nosorożec) czy najstarsze zachowane w Krakowie, czternastowieczne godło wyobrażające króla zwierząt, które nadało kamienicy nazwę Podelwie.

W miejscu, gdzie Grodzką przecina ulica Poselska, jeszcze w XIV wieku… kończył się Kraków! Za znajdującym się tu ziemno-drewnianym wałem rozciągał się Okół, wawelskie podgrodzie i najstarsza przedlokacyjna osada miasta, która już w połowie IX wieku była gęsto zabudowana drewnianymi domami. W XI wieku na Okole stanął imponujący romański kościół św. Andrzeja, pełniący oprócz funkcji sakralnych także rolę twierdzy. Służyły temu trudne do sforsowania, grube kamienne mury, a w ich dolnej części – otwory strzelnicze dla łuczników zastępujące okna. Według Jana Długosza w warownej budowli bezpiecznie schronili się mieszkańcy miasta podczas najazdu Tatarów w 1241 roku. Od XIV wieku świątynia należy do zakonu klarysek.

Tuż obok z końcem XVI wieku rozpoczęto budowę kościoła św. św. Piotra i Pawła – jak głosi anegdota najmniejszego z krakowskich kościołów, tak małego, że nie zmieścili się w nim nawet apostołowie, muszą więc stać na zewnątrz… Wznoszona dla zakonu jezuitów budowla nie miała szczęścia: jej pierwszy budowniczy wyjechał nagle do Włoch, a drugi zmagał się z pękającymi już w trakcie budowy murami i zmarł, nie dokończywszy prac. Zakończył je dopiero trzeci – nadworny architekt Zygmunta III Wazy Giovanni Trevano. W ten sposób, etapami i nie bez trudności, powstał pierwszy w Polsce kościół w stylu barokowym.

Na uwagę zasługuje również rozciągający się przed dawną jezuicką świątynią plac św. Marii Magdaleny. Od średniowiecza stał tu kościół pod tym wezwaniem, o którym obecnie przypominają tylko nazwa i zaznaczony w nawierzchni obrys. To zresztą dość charakterystyczne zjawisko dla krakowskiego Starego Miasta: wiele jego dzisiejszych placów – Wszystkich Świętych, Szczepański, Świętego Ducha – powstało po wyburzeniu starych kościelnych zabudowań.

Przed nami ostatni etap spaceru: ulica Kanonicza, jeden z najstarszych, a zarazem najbardziej malowniczych zakątków Krakowa. Nazwy użyczyli mu kanonicy krakowskiej katedry, którzy od XIV wieku wznosili tu swoje dwory, najpierw w stylu gotyckim, by później przebudować je na wspaniałe renesansowe rezydencje. Do dziś na dziedzińcach można podziwiać krużganki i loggie, zachowały się też bogate zdobienia kamieniarskie i piękne portale – najwyraźniej wawelski kler nie brał sobie zanadto do serca przykazania ziemskiego ubóstwa… Za najokazalszy dom przy Kanoniczej uchodził Pałac Biskupa Erazma Ciołka, który wciąż prezentuje się imponująco (dziś to oddział Muzeum Narodowego w Krakowie). Konkurował z nim Dom Dziekański należący do przełożonego kapituły kanoników (dziekana), od końca XVI wieku manierystyczna rezydencja, do której wiedzie portal z „zapraszającą” inskrypcją Procul este profani – Odstąpcie niewtajemniczeni (obecnie siedziba Muzeum Archidiecezjalnego). W kamienicy u samych stóp wawelskiego wzgórza zamieszkiwał w XV wieku kanonik Jan Długosz, najznakomitszy średniowieczny polski historyk. Wcześniej mieściła się tu łaźnia królewska, w której według jednej z krakowskich plotek dworzanie królowej Jadwigi podglądali jej przyszłego oblubieńca Władysława Jagiełłę, sprawdzając, czy aby „litewski niedźwiedź” nie jest porośnięty futrem.

Stąd na Wawel zostało już tylko kilka kroków – podążając śladami polskich królów, przemierzyliśmy całą Via Regia i… będziemy na nią nieraz wracać. Przecież jeszcze tyle zostało do odkrycia! (bs)

Tę i inne wycieczki po Krakowie znajdziecie na www.krakow.travel.

udostępnij

Zamknij Nasz strona korzysta z plików cookies w celach statystycznych, marketingowych i promocyjnych. Możesz wyłączyć tą opcję w ustawieniach prywatności swojej przeglądarki.