Nowa Huta – miało być bez biednych i bogatych

8 kwietnia 2020

Jak zmieniała się Nowa Huta w ciągu 70 lat? O historii dzielnicy z osobistej perspektywy opowiada Leszek Konarski, dziennikarz tygodnika „Przegląd”, autor zbioru reportaży Nowa Huta – wyjście z raju.

Karnet: Książka reporterska Nowa Huta – wyjście z raju to pana autorska historia dzielnicy. Skąd wzięła się potrzeba opowiedzenia o losach Nowej Huty?
Leszek Konarski:
Pracując w latach siedemdziesiątych w „Dzienniku Polskim”, w Nowej Hucie znajdowałem ludzi prostych, niewykształconych, ale bardzo autentycznych, którzy nie ściemniali w swoich życiorysach, opowiadali o biedzie, z jakiej wyszli, o niesłychanie ciężkiej pracy przy budowie miasta oraz kombinatu – relacji o nich napisałem sporo. Odwiedzałem moich rozmówców zarówno w mieszkaniach na osiedlach, jak i w hucie. Dużo już napisano interesujących reportaży o Nowej Hucie, począwszy od Mariana Brandysa czy Ryszarda Kapuścińskiego aż do Renaty Radłowskiej i Katarzyny Kobylarczyk, ale ich teksty dotyczą incydentalnych zdarzeń osadzonych w krótkim przedziale czasowym. U mnie jest o pierwszych budowniczych, architektach, handlowcach, sportowcach, mieszkańcach, hutnikach, strajkach, o pomniku Lenina i placu Centralnym im. Ronalda Reagana, rozkradaniu kombinatu, przygodach czarnoskórego koszykarza z KS „Hutnik”, młodzieżowych gangach, kryminalnej przeszłości niektórych działaczy Solidarności, o tym, jak kombinat metalurgiczny, największa inwestycja planu sześcioletniego, zaczął się kurczyć, zwalniać pracowników, jak w ostatnich latach Nowa Huta traciła swoją tożsamość – i tak aż do zgaszenia ostatniego wielkiego pieca. To jest relacja reporterska, bo żaden historyk nie napisał naukowego dzieła o całej historii tego miasta.

Dlaczego?
Z obawy przed posądzeniem o niepoprawność polityczną. Jest wielu historyków, którzy badają dzieje Nowej Huty, jednak często mają problem z połączeniem socjalistycznych czasów Nowej Huty z tymi współczesnymi, po 1989 roku. Dla mnie historia Nowej Huty nie dzieli się na złą i dobrą, jest tylko jedna: 70-letnia, bez żadnych podziałów politycznych. To nie jest książka o władzy, o systemach politycznych, lecz o ludziach mieszkających w Nowej Hucie, a ci się nie zmienili, mieszkają dalej w tych samych mieszkaniach, niektórzy może byli kiedyś działaczami partyjnymi, a teraz udzielają się w radach parafialnych i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Takie jest życie. Ta książka, której wydawcą jest tygodnik „Przegląd”, jest próbą oddania ducha tego niezwykłego miasta i metalurgicznego kolosa.

Dedykował ją pan osobom, które budowały Nową Hutę. Kim byli budowniczowie? Jak dziś ocenia ich historia?
Chylę czoła przed budowniczymi Nowej Huty, bo huty nie zbudowały „pachołki Moskwy”, jak niektórzy o nich mówią. Tysiące młodych ludzi, najczęściej z bardzo biednych wsi, wśród nich wielu analfabetów, ciągnęło do Nowej Huty w poszukiwaniu pracy, mieszkania i godnego życia. Niewielu wiedziało, co to jest PZPR i gdzie leży Moskwa. Mam szacunek również i dla tych, którzy doprowadzili swoją walką do zmiany ustroju, bo jedni i drudzy chcieli tego samego, lepiej żyć i więcej zarabiać. Ci pierwsi, którzy miasto i hutę zbudowali, żyją dzisiaj w zapomnieniu, są historycznie wykluczeni. Natomiast pogromcy ustroju komunistycznego są bohaterami, dostają medale. Myślę, że historia przyzna mi rację i wszyscy będą docenieni.

Propaganda głosiła, że Nowa Huta będzie rajem na ziemi. Kiedy opadł entuzjazm i mieszkańcy dzielnicy zorientowali się, że nie jest to ziemia obiecana?
To miał być rzeczywiście raj, miasto bez ludzi biednych i bogatych, robotnicy mieszkali w tych samych blokach, co dyrektorzy, mieszkania były słoneczne i miały centralne ogrzewanie, nie było slumsów i ciemnych podwórek. Każde osiedle miało szkołę, żłobek, przedszkole, obiekty kulturalne i sportowe, place zabaw dla dzieci, jadłodajnię, restaurację, dużo zieleni. W piwnicach bloków były pralnie, na strychach suszarnie bielizny. Cała Huta miała być miastem całkowicie zradiofonizowanym, z tzw. „kołchoźnikiem” w każdym mieszkaniu. Powstawało jedyne na świecie miasto, w którym tak bardzo myślano o mieszkańcach. Wkrótce okazało się, że łatwiej jest zbudować miasto, niż wychować nowego obywatela. Ludzie nie chcieli korzystać z osiedlowych stołówek, kobiety wolały gotować w domach, nie chciano umieszczać dzieci w żłobkach, świetlice z darmową prasą świeciły pustkami. Zamykano więc restauracje, stołówki, świetlice, żłobki. Z każdym rokiem coraz bardziej Nowa Huta upodabniała się do innych miast. Zaplanowany raj trwał krótko, może kilka lat.

Czym się pan kierował, wybierając bohaterów reportaży?
W zamieszczonym na końcu książki indeksie jest około 300 nazwisk osób, które spotkałem w czasie swoich wędrówek po mieście i kombinacie. Nie piszę o dawnych i obecnych prominentach, sekretarzach partii, działaczach i dyrektorach. Nie bywałem w gabinetach, lecz na stanowiskach pracy, w dzień i w nocy. Do huty wchodziłem legalnie lub nielegalnie. Z pewnością niejeden czytelnik znajdzie w tej książce coś o sobie lub o znajomych z bloku, o których nikt wcześniej nie pisał. Moimi pierwszymi przewodnikami po hucie byli Szczepan Brzeziński, elektryk utrzymania ruchu ze zgniatacza, i Mieczysław Gil, mistrz ze stalowni konwertorowo-tlenowej, potem przewodniczący Komisji Robotniczej Hutników NSZZ Solidarność, poseł, senator.

Czy w Nowej Hucie zostało coś z idei „socjalistycznego miasta wiecznej szczęśliwości”?
Do Nowej Huty przyjeżdża coraz więcej turystów z zagranicy w poszukiwaniu śladów idealnego socjalistycznego miasta, a tu prawie wszystko zostało wyczyszczone z reliktów przeszłości. Są nowi patroni ulic, plac Centralny nosi imię Ronalda Reagana. Pomnik Lenina sprzedano do Szwecji po cenie złomu, i choć o tej postaci można mówić dobrze lub źle, to jego statua była przecież wizytówką Nowej Huty. Pozostał bar mleczny „Centralny” przy alei Róż, gdzie czas się zatrzymał, pierogi są takie same jak w 1956 roku, lepione ręcznie, ciągle według tej samej receptury. Węszących za śladami socjalizmu przewodnicy miejscy prowadzą na kotlet z ziemniakami i kapustą do restauracji „Stylowa”, gdzie na środku sali jest stolik z odlaną z metalu figurką Włodzimierza Lenina. Personel „Stylowej” bardzo dba o tę małą rzeźbę, dekoruje ją kwiatami, bo Lenin ściąga im turystów. W tej restauracji odbywają się wieczorki taneczne, takie jak w PRL-u, można zamówić przyjęcie „w duchu polskiego socjalizmu”. To nie żaden kult minionej epoki, to poszukiwanie rodowodu tej dzielnicy.

Jak tytułowe „wyjście z raju” koresponduje z dzisiejszym postrzeganiem Nowej Huty jako jednej z najlepszych dzielnic do życia?
Nową Hutę w lutym tego roku odkrył brytyjski dziennik „The Guardian”, chwaląc panujący tu spokój, zieleń, ciekawą socrealistyczną architekturę. My bardziej chwalimy się, że to robotnicy Huty im. Lenina ostatecznie obalili komunizm, i dobrze, ale nie możemy przemilczać, że wcześniej miał tu miejsce jeden z największych eksperymentów społecznych socjalizmu, próbowano zbudować idealne miasto, w którym wszyscy mieli być szczęśliwi. Miał być raj zarówno dla mieszkańców, jak i pracowników huty. Dla tej socjalistycznej legendy przyjeżdżają tu Chińczycy czy Japończycy.

Z czego budowniczowie mogą być dziś dumni?
Dla mnie Nowa Huta to przykład polskiego powojennego heroizmu. Nie mieliśmy żadnych doświadczeń w budowie nowych miast, chyba poza Gdynią. Nigdy nie zbudowaliśmy tak wielkiej huty, te przedwojenne polskie i te poniemieckie to maleństwa w porównaniu z Hutą im. Lenina. Gdy architekci z całego świata zachwycali się Nową Hutą jako przykładem polskiego socrealizmu w budownictwie, u nas mówiono, że to takie stalinowskie szkaradztwo, kopia Magnitogorska, likwidowano kraty i portale z lat pięćdziesiątych, niszczono socrealistyczne detale, zasłaniając je styropianem. Dopiero w ostatnich latach dostrzeżono, że całe centrum Nowej Huty to piękny polski socrealizm. Wreszcie w listopadzie ubiegłego roku krakowscy radni podjęli decyzję o ustanowieniu objętego nadzorem konserwatorskim parku kulturowego.

Rozmawiała Anna Mazur

 

 

udostępnij

Zamknij Nasz strona korzysta z plików cookies w celach statystycznych, marketingowych i promocyjnych. Możesz wyłączyć tą opcję w ustawieniach prywatności swojej przeglądarki.