W pozornym chaosie

30 stycznia 2020

Fascynują się naturą, odrzucają wirtuozerię, a w minimalizmie widzą nieskończoność możliwości. W cyklu DIY po krakowsku prezentujemy zespół Fraktale, który 15 lutego wystąpi w Teatrze Barakah.

Karnet: Beatlesów natchnęła nazwa zespołu Buddy’ego Holly’ego, Stonesów – tytuł utworu Muddy’ego Watersa, nazwa ABBA powstała natomiast od pierwszych liter imion członków grupy. Skąd wzięły się Fraktale?

Filip Franczak (gitarzysta i basista zespołu): W naszym przypadku inspiracją była natura. Fraktale to zjawisko, które pozwala nam zrozumieć złożoność otaczającego nas świata, odnaleźć w nim wzorce i porządek, a jednocześnie jest zgrabną metaforą muzyki improwizowanej. W pozornym chaosie improwizacji można również odnaleźć pewne powtarzalne wzory, naturalne harmonie czy faktury wynikające z techniki gry. Te „fraktalne” cechy improwizacji stanowią dla nas naturalną i pierwotną kompozycję. Świadomie dążymy do minimalizmu, na bazie którego możemy tworzyć bardziej złożone formy wykorzystujące inspiracje praktycznie z każdego gatunku muzycznego.

Wasza muzyka jest w stu procentach instrumentalna, chętnie posiłkujecie się jednak obrazem, a stałym elementem Waszych koncertów są hipnotyczne wizualizacje. Co było pierwsze – dźwięk czy obraz?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Pierwsze nasze spotkanie w takim składzie miało miejsce jesienią, a to chyba najbardziej estetyczna pora roku. Elementy wizualne w naszej twórczości pojawiły się już w trakcie przygotowywania płyty. Mniej więcej w tym momencie stwierdziliśmy, że, po pierwsze, będziemy tytułować kolejne albumy studyjne ciągiem znaków, podobnie jak robili to nasi ulubieni malarze, czyli Fangor i Beksiński, a po drugie, nie będziemy używać żadnych elementów typograficznych na okładkach, tak aby były impresją czysto wizualną.

W czasie późniejszych koncertów zrozumieliśmy, że nasza muzyka bardzo się zmienia w zależności od miejsca oraz interakcji z publicznością. Aby znieść krępującą granicę wykonawca – odbiorca, uczyniliśmy wizualizacje stałym elementem koncertów. Obraz w naszym przypadku pomaga w odbiorze muzyki – pozwala na inne postrzeganie czasu i wzmaga uważność. Grając na żywo, staramy się stworzyć jak największą przestrzeń dla refleksji i emocji, a środkiem do tego są zarówno dźwięki, jak i wizualizacje.

Są jeszcze tytuły utworów – trafiamy w nich na rozmaite kulturowe tropy. Spotykamy beatnikowskich Włóczęgów Dharmy, mitologicznego giganta Enkeladosa i boginię zemsty Nemezis, biblijnego Abrahama, indiańską istotę najwyższą Wakan Tanka, ale także filmowego detektywa Harry’ego Angela i popularne seriale – Jezioro marzeń oraz Stranger Things.

Rzeczywiście, w naszej twórczości można znaleźć sporo odniesień do literatury, filmu, popkultury – wydaje mi się, że najwięcej na polu samej muzyki, bo w niej staramy się nie mieć żadnych barier. Większość ze wspomnianych utworów powstało spontanicznie i odzwierciedla nasze skojarzenia lub inspiracje z danej chwili.

Oba nasze albumy koncertowe (On the Road i Dharma Bums) związane są z doświadczeniem trasy – bycie w ciągłej podróży, poznawanie nowych ludzi i alternatywnego jazzu pozwoliło nam poczuć się trochę jak beatnicy, tyle że w erze smartfonów. Stąd też nasz ukłon w stronę Kerouaca. Podczas powstawania albumu II podeszliśmy natomiast nieco inaczej do samego procesu twórczego. Zamiast myśleć klasyczną harmonią, staraliśmy się komponować obrazem czy też nastrojem, w który dany obraz nas wprowadza. Dlatego też skojarzenia z filmem lub serialem były dla nas punktem wyjścia do porzucenia systemu dur-moll i eksperymentowania z brzmieniem. Można więc powiedzieć, że wymienione odniesienia są pewnymi drogowskazami dla naszej twórczości, a nawet kluczem do ciągłego eksperymentowania i wyjścia poza utarte schematy.

Chociaż wymykacie się etykietom, to punktem wyjścia pozostaje dla was jazz. Czy to wpływ otoczenia? W końcu Kraków to raj dla miłośników tego gatunku – mamy festiwale, przeglądy, prężnie działające kluby.

Faktem jest, że Kraków jest jazzową mekką nie od dziś, choć czasem wydaje mi się, że okres rozpędu mamy już za sobą. To jednak nie krakowska scena jazzowa rozpaliła moją fascynację do tego gatunku, a świeżość płynąca znad Bałtyku. Bliższe memu sercu były trójmiejskie składy yassowe – Miłość, Łoskot czy Pink Freud – oraz bydgoska scena z Contemporary Noise Quintet na czele. We Fraktalach kontynuujemy tradycję wolności kompozycyjnej, jaką prezentował yass. Zaczynamy od improwizacji, w której każdy z nas przemyca swoje inspiracje. To właśnie w tym procesie – podczas którego myśli i skojarzenia mają bezpośredni wpływ na to, co gramy – udaje się nam uchwycić gatunkową wielowarstwowość. Mimo że pozostaliśmy przy instrumentarium jazzowym, lubimy eksplorować zupełnie nowe języki muzyczne, jak chociażby orientalizm czy psychodelię.

Dostrzegasz kogoś, kto kroczy podobną ścieżką?

Wydaje mi się, że w przypadku polskiej sceny mamy do czynienia z pewnym urodzajem, poczynając od Wacława Zimpla czy zespołu Niechęć, przez Lonker See, Lotto, Innercity Ensemble, Non Violence Communication, aż po bardziej ekstremalne przykłady – jak Merkabah. Dziwi mnie, dlaczego tak mało miejsca poświęca się działalności tych artystów, ale mam nadzieję, że to cisza przed burzą.

Kompanów znajdujecie również za granicą. Jesienią koncertowaliście w Polsce i Czechach u boku powstałego w Nicei kwartetu Buckshot Gala. Jakie doświadczenia wynieśliście z tego przedsięwzięcia?

Byliśmy w trakcie organizowania naszej urodzinowej trasy koncertowej, kiedy otrzymaliśmy wiadomość od chłopaków, którzy nigdy nie grali w Polsce. Mieliśmy bardzo dobre wrażenia po trasie z krakowskim Neal Cassady, więc po kilku wymienionych wiadomościach zdecydowaliśmy, że połączymy siły. Wspólne koncertowanie było bardzo ciekawym doświadczeniem, bo jako muzycy prezentowaliśmy zupełnie dwa różne podejścia do materii koncertu. Podczas gdy my przykładaliśmy duża uwagę do tego, jak brzmimy i spędzaliśmy cały wolny czas na próbach dźwięku, chłopaki na pół godziny przed występem zapisywali na szybko główne funkcje i tematy utworów, które zagrają. Z każdym kolejnym koncertem proporcje się jednak zmieniały i to my szukaliśmy bardziej harmonicznych rozwiązań, z kolei Francuzi więcej improwizowali i eksperymentowali z brzmieniem.

Cofnijmy się jeszcze dalej. W lipcu zdobyliście Grand Prix na festiwalu Jazz in the Park w rumuńskim mieście Kluż-Napoka. Co krakowski zespół robił w sercu Siedmiogrodu?

O imprezie dowiedzieliśmy się przypadkowo, przeglądając ofertę europejskich festiwali jazzowych. Spodobało nam się, że była otwarta na wykonawców awangardowych i grających modern jazz. Podchodzimy sceptycznie do konkursów, bo grając muzykę minimalistyczną, ciężko konkurować wirtuozerią, którą się z założenia odrzuca. Niemniej jednak wizja przejażdżki przez Transylwanię była na tyle kusząca, że wysłaliśmy zgłoszenie. Ku naszemu zdziwieniu zakwalifikowaliśmy się do dwóch kategorii, co oznaczało, że mogliśmy zostać na miejscu nieco dłużej. Pierwsze dni były wręcz sielankowe – zwiedzaliśmy miasto, poznaliśmy rodaków z Aleksandra Kutrzepa Quartet oraz członków zespołu Grey Paris z Berlina, z którymi zagraliśmy część klubową. Dopiero w dniu głównego konkursu dotarła do nas skala wydarzenia – siedzieliśmy pod sceną i zastanawialiśmy się, kiedy ostatnio byliśmy na tak dobrych koncertach (tu warto wymienić chociażby holenderskie In Trio czy polskie Jakub Paulski Trio, późniejszych laureatów Jazz Juniors). Kiedy poznaliśmy wyniki, nie do końca rozumieliśmy, co się dzieje. Dopiero w rozmowie z członkami jury dowiedzieliśmy się, że ich celem jest promocja muzyki jazzowej wolnej od klisz, sformalizowania czy zamknięcia w podręcznikach do muzyki. I dopóki pojawiają się artyści, którzy z dystansem podchodzą do tego, co jest jazzem, a co już nim nie jest, ta muzyka jest żywa i prawdziwa.

Rozmawiał Bartosz Suchecki, „Karnet”
Foto: Mateusz Ługowski

ZOBACZ RÓWNIEŻ:
Fraktale w Teatrze Barakah, 15 lutego, godz. 20.00
Fraktale na Facebooku
Fraktale w serwisie Bandcamp

udostępnij

Zamknij Nasz strona korzysta z plików cookies w celach statystycznych, marketingowych i promocyjnych. Możesz wyłączyć tą opcję w ustawieniach prywatności swojej przeglądarki.