Konglomerat zwariowanych idei

25 września 2019

O znajdowaniu satysfakcji w tym, co trudne, opowiada Krzysztof Pietraszewski, dyrektor programowy festiwalu Sacrum Profanum.

Karnet: Tegoroczna edycja Sacrum Profanum czerpie pełnymi garściami z dorobku litewskich kompozytorów. Punktem centralnym tych poszukiwań będzie koncert „Litewski post-minimalizm” (1 października).

Krzysztof Pietraszewski: Idea przybliżenia dorobku twórców z naszego regionu kiełkowała od pewnego czasu. Łatwo koncentrujemy uwagę na Zachodzie, a wydaje się, że bliżej nas jest równie ciekawie. Zalążkiem tego sposobu myślenia był program Rumuński spektralizm w 2017 roku – egzotyczna nazwa od razu zwróciła uwagę festiwalowej publiczności. Litwa weszła w krąg moich zainteresowań w trakcie zeszłorocznych obchodów stulecia niepodległości. Spora też w tym zasługa wytwórni Bôłt, której cykl New Music in Eastern Europe zaowocował chociażby koncertem Arturasa Bumšteinasa. W najbliższych latach planujemy eksplorację Ukrainy, Czech i Estonii.

W programie „Inescapable Spiral” (2 października) usłyszymy nową kompozycję Wojtka Blecharza zrealizowaną we współpracy z autykiem. Skąd ten pomysł?

Temat autyzmu to nadal nieodrobiona lekcja w naszym kraju – podchodzimy do niego z rezerwą, lękiem, często przez niewiedzę. Inicjatywa wyszła ze strony Piotra Stasika, reżysera, który pracuje nad filmem o uzdolnionych osobach z autyzmem. Jeden ze znanych mu podopiecznych podkrakowskiego ośrodka przejawia duże zainteresowanie muzyką, sam tworzy, improwizuje na fortepianie. Ponadto Piotrowi marzyła się współpraca z Wojtkiem Blecharzem. Temat i nazwisko kompozytora mnie przekonały, i choć z powodu konfliktu harmonogramów nie udało się doprowadzić do spotkania twórców, to z pomocą Piotra improwizacje podopiecznego nagrane w ośrodku trafiły do Wojtka. Premiera utworu – silnie inspirowanego trudnościami, z którymi borykają się osoby z nadwrażliwością, oraz improwizacjami podopiecznego – zostanie zarejestrowana i włączona do filmu.

W trakcie kilku koncertów, m.in. „Why Patterns?” (2 października) i „Studie in Form” (3 października), usłyszymy utwory Lucii Dlugoszewski, kompozytorki praktycznie nieznanej w naszym kraju.

W USA Dlugoszewski nazywano „polską sonorystką”, a nieformalnie nawet „Pendereckim w spódnicy”. Było to krzywdzące i szowinistyczne, tym bardziej że z polską twórczością miała niewiele wspólnego. Jeśli chcemy ją z kimś porównywać, to z przedstawicielami sceny nowojorskiej – Johnem Cage’em, Harrym Partchem czy Moondogiem, czyli z artystami o indywidualnym podejściu, których nie sposób sklasyfikować. Wystarczy powiedzieć, że na potrzeby swoich utworów Lucia skonstruowała blisko sto instrumentów perkusyjnych i trwale przebudowywała fortepian. Poszukiwanie nut, na których nam zależało, było trudne. Dlugoszewski pisała głównie muzykę do choreografii męża, Ericka Hawkinsa, a partytury nie były publikowane. Po śmierci małżeństwa dostęp do materiałów przez długi czas był zablokowany. Dzięki naszemu zainteresowaniu część zasobów w celu skatalogowania przejęła Biblioteka Kongresu i udało nam się pozyskać cztery partytury. Mam nadzieję, że zdobędziemy kolejne.

Festiwal otwiera się na literaturę. W tamtym roku wysłuchaliśmy premiery opery „ahat ilī – Siostra bogów” z librettem Olgi Tokarczuk, teraz do programu trafili „Inni ludzie” Doroty Masłowskiej (3 października).

Mariaż muzyki i literatury jest naturalny – w Mieście Literatury UNESCO warto taki kontekst podkreślać. Z propozycją udźwiękowienia Innych ludzi przyszedł do nas Artur Zagajewski, który myślał o podjęciu współpracy z Małymi Instrumentami Pawła Romańczuka i wyczuł szansę na naturalne połączenie dwóch światów, a za najlepszą przestrzeń na przedstawienie konglomeratu zwariowanych idei uznał festiwal Sacrum Profanum.

Ostatni koncert festiwalu – „House of Low Culture” (4 października) – to blisko cztery godziny muzyki. Nie za dużo?

Finał będzie przejściem w stronę muzyki alternatywnej – noise’u, metalu czy nawet techno. Po całym tygodniu obcowania z muzyką poważną, kulturą wysoką, przeniesiemy się do „domu kultury niskiej”. Tytułując ten koncert, celowo zachowaliśmy dystans – chcemy pożegnać się z publicznością repertuarem, przy którym można „odlecieć”, zresetować się, zmęczyć się fizycznie. W programie koncertu pojawi się też niespodzianka.

Czy któraś z festiwalowych propozycji powstała z myślą o zaintrygowanych, ale jeszcze niewtajemniczonych?

To, co proponujemy na Sacrum Profanum, jest spójne. Jeśli ktoś nie jest w stanie zdecydować się na konkretny koncert – opisy i nazwiska niewiele mu mówią – niech wybierze po prostu dzień, w którym ma czas. Ponadto od 2016 roku przynajmniej jeden koncert w programie jest bezpłatny [w tym roku będą to Encumbrance i Studie in Form – red.]. Zapewniam, że mierzenie się tym repertuarem jest fascynujące i przynosi satysfakcję.

Rozmawiał Bartosz Suchecki, „Karnet”

udostępnij

Zamknij Nasz strona korzysta z plików cookies w celach statystycznych, marketingowych i promocyjnych. Możesz wyłączyć tą opcję w ustawieniach prywatności swojej przeglądarki.