Wielkoduszny Tour

6 lutego 2019

Postawiona z kamienną twarzą diagnoza i pulsujące pytanie: dlaczego ja? Po chwili refleksji rodzi się także świadomość, że za „ja” zazwyczaj stoją „my”. Nowotwory atakują człowieka, lecz do góry nogami wywracają też świat jego rodziny i przyjaciół. Działacze krakowskiego Stowarzyszenia Unicorn od 20 lat zadają sobie więc pytanie: jak możemy wam pomóc? A żeby z chorobą skutecznie walczyć, czasami trzeba o niej… zapomnieć.

Trudno wyobrazić sobie lepszego ku temu kompana niż Dawid Podsiadło. Bezpretensjonalny i promieniujący optymizmem. Pozwoli na chwilę odsunąć na bok troski. Lekko rzuconym zdaniem wywoła salwy śmiechu, drobnym gestem zachęci do tańca, ale i wzruszy przy pomocy ledwie kilku dźwięków. Młody muzyk zboczył na chwilę ze swojego Wielkomiejskiego Touru, by przyjąć zaproszenie Barbary i Jerzego Stuhrów: jego występ w Centrum Kongresowym ICE Kraków zwieńczył dwudniowe Forum na Rzecz Pacjenta Onkologicznego, podczas którego chorzy, ich bliscy, personel medyczny i studenci po raz czwarty mogli dzielić się cennymi doświadczeniami ze zmagań z chorobą.

Uroczystą galę swoją obecnością uświetnił również prezydent Krakowa Jacek Majchrowski, który przekazał stowarzyszeniu symboliczny podarunek: przekłutego, unieszkodliwionego plastikowego raka. Oprócz tego usłyszeliśmy życzenia innych przyjaciół organizacji – Anny Dymnej, Krystyny Jandy, Radzimira „Jimka” Dębskiego i Macieja Stuhra. I wtedy przyszła pora na najnowszego sprzymierzeńca Unicornu.

Podsiadło wprowadził publikę wypełniającą Salę Audytoryjną w znakomity humor, jeszcze zanim pojawił się na scenie – kiedy zgasły światła, usłyszeliśmy jego głos proszący w dowcipny sposób o powstrzymanie się od nagrywania fragmentów występu. Goście wzięli sobie ten apel do serca, za co muzyk odwdzięczył się komplementami. „Jesteście po prostu dobrymi ludźmi” – mówił swoim niepodrabialnym tonem, który z jednej strony niósł pewną subtelną ironię, z drugiej jednak budził wewnętrze ciepło. Jeśli ktoś żywił wątpliwości co do intencji muzyka, to rozwiało je kolejne jego zdanie: „Nie myślałem, że tak szybko staniemy się rodziną”.

Ta familijna atmosfera towarzyszyła całemu koncertowi, przepełnionemu uśmiechami i serdecznością. Podsiadło imponował dystansem wobec rzeczywistości i łatwością, z jaką zbliża się do ludzi. Wraz ze swoim ośmioosobowym zespołem zachwycał również, rzecz jasna, muzyką. Wiele utworów usłyszeliśmy na żywo w pomysłowych, rozbudowanych aranżacjach. Energia udzielała się wszystkim – rytmicznego postukiwania nóżką nie potrafił powstrzymać nawet jeden z ochroniarzy.

Pomiędzy utworami frontman gawędził: że trochę mu smutno, kiedy w radiu nie słyszy już Trójkątów i kwadratów („No ale rozumiem, są przecież nowe piosenki”); że zespół dopiero wznowił trasę („Macie szczęście, jesteśmy jeszcze dobrze umyci”); że dba o to, aby publiczność się nie nudziła („Wiem, że każdy koncert jest wyjątkowy, ale chciałbym, żeby był jeszcze bardziej”). Po tej ostatniej deklaracji Podsiadło wykonał solowy cover utworu What If z repertuaru zespołu Coldplay i przez kilkanaście minut uderzał w balladowe tony: dotknął kwestii samotności, odrzucenia, rozstań. Kulminacją tej sekwencji było przejmujące wykonanie Nie kłami, po którym artysta stracił na chwilę rezon („Nie wiem, co powiedzieć. Emocje”).

Muzyk powoli wracał na spokojne wody. Kiedy przed wykonaniem W dobrą stronę wyjawił, że będzie to ostatni utwór wieczoru, po raz pierwszy spotkał się z oporem publiczności. Musiał ulec. Zachęcony owacją na stojąco zespół powrócił na scenę i zagrał Pastempomat, a następnie pożegnał się z publicznością Małomiasteczkowym. Podsiadło i jego załoga zostali uhonorowani przez wolontariuszy różami, a kilku najmłodszych odbiorców wyraziło swoją aprobatę, przybijając artyście „piątkę”. Obserwując te reakcje, można było pomyśleć: teraz to się zacznie – wywiady, autografy, wizyty w zakładach pracy…

Ale TO zaczęło się już kilka lat wcześniej. W 2011 roku 17-letni Dawid Podsiadło wziął udział w telewizyjnym talent show „X Factor”. „Przyszedłem za namową przyjaciół i rodziny. Oni wierzą we mnie. Dzięki nim też uwierzyłem i spróbuję” – mówił wówczas. Kiedy stanął przed kamerami, przegrał walkę ze stresem, zapomniał tekstu piosenki i odpadł w II rundzie.

Nie poddał się. „To nie jest tak, że wszystko ma być łatwo, bo to by było bez sensu” – stwierdził. Po kilku miesiącach spróbował jeszcze raz i… wygrał drugą edycję programu, nagrał trzy płyty i stał się gwiazdą pierwszej wielkości. W poniedziałkowy wieczór nie przyćmił jednak tych, na rzecz których występował, a może nawet dał im światełko nadziei. Już nie za pomocą słów, lecz muzyki, Podsiadło przekazał zmagającym się z nowotworami najważniejszą informację dnia: nie jesteście sami.

Relacja: Bartosz Suchecki („Karnet”)
Foto: Beata Majka

udostępnij

Zamknij Nasz strona korzysta z plików cookies w celach statystycznych, marketingowych i promocyjnych. Możesz wyłączyć tą opcję w ustawieniach prywatności swojej przeglądarki.