Wolność, równość, poezje i herezje

24 lutego 2017

Poezje i herezje są inicjatywą dwóch Michałów – Kilińskiego i Krzywaka. To spotkania artystyczne, które odbywają się od prawie pięciu lat na Kazimierzu. Gościły kolejno w klubach: Semper Felix, Zielony Kontrabas, Kabaret, a obecnie mają miejsce w Apotece.

Zacznijmy od początku: jak powstały Poezje i herezje?

Michał Kiliński: W sierpniu 2012 roku przyjechała do mnie koleżanka z Wrocławia (stamtąd pochodzę). Siedzieliśmy sobie w klubie Semper Felix na Kazimierzu (teraźniejszy Ra bar bar) i pomyśleliśmy, że trzeba ożywić to miejsce. Wpadłem wtedy na pomysł, żeby zrobić imprezę literacką, która nie będzie towarzystwem wzajemnej adoracji. Trzeba dać szansę młodym osobom, piszącym na przykład dopiero od roku. Dlatego moim założeniem było to, że podczas Poezji i herezji zaprezentują się ludzie młodzi, ale też starsi pisarze, którzy mają już wydanych kilka książek. Chciałem połączyć ich ze sobą, żeby jedni się od drugich uczyli.

Michał Krzywak: Prowadziłem kiedyś wieczory poetyckie w domach kultury. Michał Kiliński do mnie zadzwonił, żeby zrobić takie spotkania w otwartej formule, dla wszystkich. No i zrobiliśmy, według mnie, imprezę literacką jedyną w swoim rodzaju, gdzie może zapisać się każdy. Wystarczy, że się zgłosi.

Nie promujecie przy tym żadnych gwiazd, a nazwiska czytających autorów wymieniacie jedno pod drugim w kolejności zgłoszeń.

Michał Kiliński: Nikt nie jest promowany mniej ani bardziej. To przychodzi naturalnie, gwiazdą wieczoru może zostać ten, kto się innym po prostu spodoba. Każdy dostaje kawałek sceny i pięć minut. Osoba, która ma osiemnaście lat i występuje po raz pierwszy, nie różni się pod tym względem od uznanego autora. Tu może występować Jacek Sojan, który wydał siedem czy osiem książek, a za chwilę ktoś czyta swoje pierwsze w życiu wiersze.

Doświadczonym poetom nie przeszkadza to, że wszyscy są równi i każdy po kolei czyta swoje ostatnie utwory, wydane lub nie?

Michał Kiliński: Albo nawet napisane tego samego dnia! Nie przeszkadza, zresztą staramy się też organizować niektórym wieczory indywidualne, w Apotece czy gdzie indziej. Mamy też przypadki jak Szymon Słomczyński, który zaczął do nas przychodzić jeszcze zanim wydał pierwszą książkę, a później został finalistą Nagrody Nike i dalej przychodzi. Dużo osób mówi, że bardzo im pomaga cykliczność naszych spotkań. Impreza jest co miesiąc, więc mają nad sobą bat, żeby napisać coś nowego na następną edycję.

Czy jest wielu debiutantów, dla których występ w Poezjach i herezjach był doświadczeniem inicjacji?

Michał Kiliński: Takich osób jest wciąż bardzo dużo, a to jest najważniejsze. Przez ponad cztery lata nie było edycji, na której nie mielibyśmy co najmniej trzech debiutów. Jest oczywiście szkielet osób, które zawsze przychodzą, ale nie kisimy się we własnym sosie. Staram się zresztą chodzić na inne spotkania literackie, na przykład Koła Młodych [Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Związku Literatów Polskich – przyp. red.] i wyszukiwać ludzi wartych zaproszenia. Chciałbym też zaznaczyć, że robimy to nie tylko my, są też Literackie Ruminacje Michała Świątka, z którym poznaliśmy się na Poezjach i herezjach. Wspieramy się nawzajem, na przykład ja bardzo lubię Ruminacje, wolę tam chodzić niż do siebie (śmiech).

No dobrze, ale z czego wynika popularność waszego cyklu? Co sprawia, że Poezje i herezje wciąż przyciągają nowych ludzi?

Michał Krzywak: Do nas naprawdę może przyjść każdy – napić się, posłuchać, porozmawiać albo przeczytać swoje wiersze i od razu uciec, jest pełna swoboda zachowania. Całkowita wolność na pewno zachęca. Nie ma cenzury, nikt też nie jest oceniany. Każdy, kto przychodzi tutaj z dobrej woli, jest dla nas ważny i on to czuje. Wszyscy szanujemy siebie nawzajem. W telewizji teraz ciągle mówią, że wszyscy jesteśmy równi – my to po prostu wprowadziliśmy w życie. Także połączenie pokoleń i odrzucenie barier między ludźmi nam się udało, mamy przekrój wiekowy od kilkunastu do siedemdziesięciu lat. Osoby, które mają znaczy dorobek poetycki, chętnie przychodzą posłuchać, co tam w trawie piszczy. Bardzo im zresztą dziękuję, że się tutaj pojawiają i chcą w tych podziemiach Krakowa czytać z tymi, którzy przychodzą pierwszy raz.

Macie też gości z odległych stron?

Michał Kiliński: Jest część osób, które przyjeżdżają z innych miast, niektórzy specjalnie tylko na to spotkanie. Regularnie mamy gości z Wrocławia, Warszawy, Gdańska i z całej Małopolski. Kiedyś przyjechał nawet ktoś z Irlandii, a także pisarz z Serbii.

Przejdźmy do muzyki. Cechą waszego cyklu jest to, że po czytaniu poezji następują koncerty. Jakie zespoły u was grają?

Michał Kiliński: Możemy mieć hip-hop, punk rock, poezję śpiewaną, a czasami są aktorzy – jest tak swobodnie i różnorodnie jak w części literackiej.

Michał Krzywak: A skoro jesteśmy teraz w Apotece, warto zaznaczyć, że tu zaczynają być dobre koncerty, to też się nie wzięło z powietrza. Tutaj grał i jeszcze zagra 1984, niedługo będzie grała Cela nr 3, potem Armia.

Czy zdarzały się takie przypadki, że zespół znalazł jakiegoś tekściarza wśród poetów? Artyści się integrują?

Michał Kiliński: Integrują się, to prawda. Czasem nawet powstają zespoły specjalnie na Poezje i herezje (albo po nich). Już nie raz była taka sytuacja, że muzyk poznaje u nas poetę i zaczynają razem tworzyć. Na przykład Kras, muzyk elektroniczny, współtworzył projekty z Maćkiem Słotą, Kaśką Ryrych. Bardzo bym chciał, żeby ktoś kiedyś powiedział, że Poezje i herezje były jego płaszczyzną do działania, taką kartką, na której każdy mógł coś napisać.

Poezje i herezje zmieniały lokale, ale jesteście ciągle na Kazimierzu. Dlaczego?

Michał Kiliński: Sam nie wiem, dlaczego akurat na Kazimierzu, widocznie to idealne miejsce na tego typu imprezy. Zależy nam przede wszystkim na tym, żeby współpracować z klubem, do którego chętnie przychodzimy prywatnie w inne dni, a nie wyłącznie po to, by ustalić warunki udostępnienia nam lokalu. W Apotece, tak jak w poprzednich klubach, dobrze się czujemy. To nie może być tylko tak zwany „biznes”.

Michał Krzywak: My jesteśmy jednak idealiści, mimo wszystko. Niestety albo i stety.

Rozmawiał Igor Kuranda

Wywiad jest częścią cyklu rozmów z niezależnymi artystami i kreatorami kultury DIY po krakowsku.

udostępnij

Zamknij Nasz strona korzysta z plików cookies w celach statystycznych, marketingowych i promocyjnych. Możesz wyłączyć tą opcję w ustawieniach prywatności swojej przeglądarki.