Wyścig po Oscary

2 marca 2021

Rok 2020 mocno namieszał w przemyśle filmowym, czego dowodem będzie najbliższa gala rozdania Oscarów. Faworytów w wyścigu po złote statuetki typują dla nas eksperci związani z rodzimą kinematografią.

Do tej pory tylko trzy razy w historii przekładano rozdanie Oscarów: w 1938 roku, kiedy powódź w Los Angeles spowodowała przesunięcie terminu gali o tydzień, w 1968 roku w związku z zabójstwem Martina Luthera Kinga i w roku 1981, kiedy szyki organizatorom pomieszał zamach na prezydenta Ronalda Reagana. Ceremonia od początku swojej historii – czyli od 1929 roku – nigdy nie została odwołana, nawet w okresie II wojny światowej.

W 2021 roku organizatorzy chcą udowodnić, że czas czerwonych dywanów jeszcze nie minął na dobre i czy koronawirus tego chce, czy nie, w Los Angeles znów zagoszczą gwiazdy. Zgodnie z nowym kalendarzem Amerykańskiej Akademii Filmowej nominacje zostaną ogłoszone 15 marca, samą ceremonię zaplanowano zaś dopiero na 25 kwietnia.

Z powodu pandemii i obostrzeń, przez które wiele premier zostało odwołanych, o złote statuetki wyjątkowo będą mogły ubiegać się filmy, które nie były wyświetlane w kinach, dzięki czemu oscarowe szanse otrzymają także produkcje platform streamingowych. Sporo zamieszania – zwłaszcza w kategoriach technicznych – może wywołać sygnowany przez platformę Netflix Mank Davida Finchera. Wielu komentatorów na liście oscarowych pewniaków wymienia także film Ma Rainey: Matka bluesa z ostatnią rolą Chadwicka Bosemana. Znamy również polskiego kandydata: to film Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta Śniegu już nigdy nie będzie. Na jakie filmy warto jeszcze zwrócić uwagę?

Poleca Kaja Łuczyńska (Kino Pod Baranami)

Jedną z czołowych pozycji na mojej osobistej liście tytułów, które mogą doczekać się nominacji, zajmuje kompletnie inny, bardziej „tradycyjny” pod względem sposobu dystrybucji film Nomadland w reżyserii Chloé Zhao. To nagrodzone na festiwalach w Wenecji i Toronto kino drogi, oparte na znakomitym reportażu Jessiki Bruder, jest subtelną opowieścią o szukaniu dla siebie miejsca poza wąskimi ramami systemu. O buncie, do którego człowiek zostaje zmuszony przez okoliczności. O seniorach, których emerytury nie są idyllicznym czasem odpoczynku i zabawy z wnukami. I o świecie, w którym ewidentnie coś poszło nie tak.

Poleca Krzysztof Gierat (Krakowski Festiwal Filmowy)

Krakowski Festiwal Filmowy jest jedynym festiwalem w Polsce, którego laureat może kandydować do Oscara w kategorii pełnometrażowy film dokumentalny, toteż kciuki trzymać będę za tegorocznego zdobywcę Złotego Rogu, rumuński film Acasa, mój dom w reżyserii Radu Ciorniciuca. To opowieść o wielodzietnej romskiej rodzinie, która mieszka na dziko w bukareszteńskim rezerwacie przyrody, zupełnie niekomfortowo, we własnoręcznie skleconej budzie, razem ze zwierzętami domowymi, ale na swój sposób szczęśliwie. Dramat zaczyna się, gdy trzeba opuścić ten specyficzny raj i zamieszkać w bloku, bo teren ma zostać ucywilizowany. Jury pod przewodnictwem Łukasza Żala, dwukrotnie nominowanego do Oscara autora zdjęć za filmy Ida i Zimna wojna, podkreśliło w werdykcie intymny charakter obrazu rodziny, która stara się zachować godność, poczucie samostanowienia i tożsamości kulturowej. Amerykańska Akademia Filmowa nagradza na ogół filmy amerykańskie, ale nominacja dla tego „krakowskiego” kandydata byłaby ogromnym sukcesem!

Poleca Julia Smoleń (OFF Camera)

Moim zdaniem bardzo poważnym kandydatem do Oscara będzie film Niedosyt (reż. Carlo Mirabella-Davis). To wysmakowana wizualnie historia młodej kobiety (w tej roli znakomita Haley Bennett!), która w momencie, gdy dowiaduje się, że jest w ciąży, za radą poradnika dla młodych mam postanawia codziennie robić coś zaskakującego. Zaczyna więc… od połknięcia szklanej kuleczki. Wkrótce kolekcja przedmiotów, które łyka Hunter, staje się coraz większa. Niedosyt sprawnie lawiruje między body horrorem, elementami groteski oraz dramatem psychologicznym i bezkompromisowo odświeża kulturową figurę żony i matki. Narracja filmu z odwagą płynie od silnej inspiracji codziennością kobiet z przedmieść Stanów Zjednoczonych w latach 60. XX wieku w pierwszej części filmu, do symbolicznej drugiej połowy, która zdecydowanie oddala się od realizmu, zanurzając się w lęki oraz pragnienie emancypacji głównej bohaterki.

Poleca Mateusz Góra (Against Gravity)

Gdybym miał wskazać własnego faworyta w wyścigu po Oscary, byłby to szwedzki kandydat I Am Greta. Historia Grety Thunberg jest idealnym scenariuszem, który (być może na szczęście) wziął na warsztat nie hollywoodzki filmowiec, ale dokumentalista ze Stockholm Academy of Dramatic Arts Nathan Grossman. Spotkał on najsłynniejszą aktywistkę na świecie w momencie, gdy rozpoczynała swój strajk szkolny i jeszcze nikt nie wiedział, kim jest. Gdy reżyser szukał funduszy na ukończenie filmu, o Grecie usłyszał cały świat. Powrócił, wsparty przez internetową telewizję Hulu, i dokończył swą filmową opowieść. Dzięki temu I Am Greta (polskim dystrybutorem zostało Against Gravity, więc dokument będzie niedługo dostępny w naszym kraju!) to wspaniała podróż przez kolejne etapy ścieżki młodej aktywistki: od samotnego protestu ulicznego aż po wystąpienia na najważniejszych wydarzeniach politycznych na świecie. Czy Greta jest sterowanym przez dorosłych, nieświadomym dzieckiem? A może to wizjonerka i prawdziwa geniuszka? Na te pytania znajdziecie odpowiedzi w filmie Grossmana, który jest wzruszający, porywający i celnie pokazuje, jak cyniczni potrafią być współcześni politycy oraz jak bezwzględnie postępują media w poszukiwaniu sensacji.

udostępnij

Zamknij Nasz strona korzysta z plików cookies w celach statystycznych, marketingowych i promocyjnych. Możesz wyłączyć tą opcję w ustawieniach prywatności swojej przeglądarki.